Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ketjap manis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ketjap manis. Pokaż wszystkie posty
piątek, 1 listopada 2013
Rozgrzewający jarski garnek z gryczaną :)
Za oknem czai się prawdziwie kąsające zimno. To już nie lada chłodek i trzeba zdać sobie sprawę, że cieplej nie będzie. Mimo pięknej, kolorowej aury, można łatwo się przeziębić. Zapobiegać możemy np. dobrą dietą. O kaszach można by pisać wiele i wiele już zostało napisane, zatem ja ograniczę się tylko do zachęcenia Was do zjedzenia rozgrzewającej potrawy na jesienne chłody :)
Po odkryciu kaszy gryczanej niepalonej mamy na nią ciągle ochotę. Nie pozostaje więc nic innego, jak tylko wymyślać kolejne dania z jej dodatkiem. Tym razem kasza w towarzystwie strączkowatych z dodatkiem pieczarek. Kaszę gotujemy bez mieszania około dwadzieścia minut. W tym czasie pieczarki dusimy na maśle, przyprawiamy solą i pieprzem, odparowujemy i dodajemy do nich puszkę czerwonej fasolki oraz pół puszki zielonego groszku. Dodajemy ulubione przyprawy i ketjap manis. Warzywa mieszamy z kaszą i podajemy. Szybki obiad możemy uzupełnić surówką, bardzo dobrze smakuje każda z dresingiem z jogurtu.
czwartek, 8 sierpnia 2013
Ostra paczka :)
Parę lat temu zrobiłam przymiarkę do sajgonek. Coś jednak poszło nie do końca jak powinno i papier ryżowy uległ biodegradacji jeszcze przed podaniem. Nie pamiętam nawet jak wtedy je przygotowywałam, to naprawdę było dawno. W głowie pozostało, żeby nie powtarzać już prób sajgonkowania w domu :)
Ale czas mija, złe wspomnienia się zacierają, można więc zrobić kolejne podejście, chociaż jak się zaraz przekonacie, znów nie takie do końca udane. Dlatego ten post nie jest o sajgonkach, tylko o ostrych paczkach, zapakowanych w papier ryżowy :)
Wrzucam je na bloga, bo bardzo nam smakowały, więc może ktoś się skusi na takie smaki.
W składzie paczki występują: pokrojona w małe słupki marchewka, podobnie pocięte rzodkiewki, jedna papryczka chili drobno pokrojona, wypestkowana, szczypiorek, kukurydza oraz makaron. Warzywa przed zapaczkowaniem marynowały się w soku z limonki z kolendrą, tymiankiem, miętą, pieprzem, zmiażdżonymi ząbkami czosnku i odrobiną ketjap manis. Kwadratowy papier ryżowy zwilżyłam wodą i na każdy arkusz, w jego dolnej części, nałożyłam odrobinę makaronu oraz warzywa. Tylko farszu było więcej niż powinno być w sajgonce, poza tym warzywka były dość kanciate, więc zamiast ślicznych spring rolls'ów wyszły mi paczuszki :)
Podałam je z zieleniną, czyli natką pietruszki, dodatkową odrobiną szczypiorku, kiełkami z rzodkiewki oraz pozostałymi warzywami z marynaty. Do maczania do wyboru był sos słodki chili oraz sos limonka z kolendrą. Ależ to było ostre, a jednocześnie pyszne. Mieszanka aromatów zachęcała do chrupania warzyw. Plusem, o którym muszę wspomnieć jest to, że oprócz makaronu - który wymaga chwili, żeby się ugotować - nie musimy w upalny dzień stać przy gorących garnkach.
Dla zrównoważenia ostrego obiadu zdjęcie jest niezbyt ostre ;)
Ale czas mija, złe wspomnienia się zacierają, można więc zrobić kolejne podejście, chociaż jak się zaraz przekonacie, znów nie takie do końca udane. Dlatego ten post nie jest o sajgonkach, tylko o ostrych paczkach, zapakowanych w papier ryżowy :)
Wrzucam je na bloga, bo bardzo nam smakowały, więc może ktoś się skusi na takie smaki.
W składzie paczki występują: pokrojona w małe słupki marchewka, podobnie pocięte rzodkiewki, jedna papryczka chili drobno pokrojona, wypestkowana, szczypiorek, kukurydza oraz makaron. Warzywa przed zapaczkowaniem marynowały się w soku z limonki z kolendrą, tymiankiem, miętą, pieprzem, zmiażdżonymi ząbkami czosnku i odrobiną ketjap manis. Kwadratowy papier ryżowy zwilżyłam wodą i na każdy arkusz, w jego dolnej części, nałożyłam odrobinę makaronu oraz warzywa. Tylko farszu było więcej niż powinno być w sajgonce, poza tym warzywka były dość kanciate, więc zamiast ślicznych spring rolls'ów wyszły mi paczuszki :)
Podałam je z zieleniną, czyli natką pietruszki, dodatkową odrobiną szczypiorku, kiełkami z rzodkiewki oraz pozostałymi warzywami z marynaty. Do maczania do wyboru był sos słodki chili oraz sos limonka z kolendrą. Ależ to było ostre, a jednocześnie pyszne. Mieszanka aromatów zachęcała do chrupania warzyw. Plusem, o którym muszę wspomnieć jest to, że oprócz makaronu - który wymaga chwili, żeby się ugotować - nie musimy w upalny dzień stać przy gorących garnkach.
Dla zrównoważenia ostrego obiadu zdjęcie jest niezbyt ostre ;)
Tagi:
chili,
czosnek,
ketjap manis,
kolendra,
kukurydza,
limonka,
makaron,
marchewka,
marynata,
mięta,
obiad,
papier ryżowy,
przekąska,
rzodkiewka,
szczypiorek,
tymianek
niedziela, 4 sierpnia 2013
Calafiornia dreaming :)
Pewien dorodny kalafior przykuł ostatnio moją uwagę na straganie. Wyróżniał się, był idealny. Do domu wróciliśmy razem ;)
Postanowiliśmy spędzić trochę czasu w kuchni, wspólnie gotując. Tu dla kalafiora zaczęła się prawdziwa przygoda. Rozdrobniony na mniejsze cząstki zażył sauny w parowarze. Zmiękł i dał się rozdrobnić kulą do ciasta na całkiem małe kawałeczki. Dla rozrywki dostał przyprawy i towarzystwo. Przyprawy to sól, pieprz, zielona czubrica, kurkuma, sos sojowy i świeże listki oregano. Towarzyszami tej przygody była drobno pokrojona kula mozzarelli, jajko, czosnek, otręby i mąka. Dla lepszego zmiksowania w imprezie udział wzięła oliwa z oliwek.
Kolejny etap - relaks na gorących piaskach, tfu- papierze do pieczenia. Blacha wyłożona papierem pokryta została płasko kalafiorową masą. Stylizacja się jednak nie skończyła - wizualne efekty wyczarowały plastry kiełbasy chorizo, kontrastowo przykryte kawałkami kolejnej porcji mozzarelli. Całość posypana posiekaną cebulą, pokrojonymi czarnymi oliwkami i przyprawiona kolendrą. Brzuch piekarnika gościnnie i ciepło zaopiekował się całością przez jakieś trzydzieści minut. Po takich atrakcjach kalafior musiał odsapnąć posypany szczypiorem i natką pietruszki. Wrócił do mnie odmieniony, pyszny i piękny. Stylizacja się udała :)
Postanowiliśmy spędzić trochę czasu w kuchni, wspólnie gotując. Tu dla kalafiora zaczęła się prawdziwa przygoda. Rozdrobniony na mniejsze cząstki zażył sauny w parowarze. Zmiękł i dał się rozdrobnić kulą do ciasta na całkiem małe kawałeczki. Dla rozrywki dostał przyprawy i towarzystwo. Przyprawy to sól, pieprz, zielona czubrica, kurkuma, sos sojowy i świeże listki oregano. Towarzyszami tej przygody była drobno pokrojona kula mozzarelli, jajko, czosnek, otręby i mąka. Dla lepszego zmiksowania w imprezie udział wzięła oliwa z oliwek.
Kolejny etap - relaks na gorących piaskach, tfu- papierze do pieczenia. Blacha wyłożona papierem pokryta została płasko kalafiorową masą. Stylizacja się jednak nie skończyła - wizualne efekty wyczarowały plastry kiełbasy chorizo, kontrastowo przykryte kawałkami kolejnej porcji mozzarelli. Całość posypana posiekaną cebulą, pokrojonymi czarnymi oliwkami i przyprawiona kolendrą. Brzuch piekarnika gościnnie i ciepło zaopiekował się całością przez jakieś trzydzieści minut. Po takich atrakcjach kalafior musiał odsapnąć posypany szczypiorem i natką pietruszki. Wrócił do mnie odmieniony, pyszny i piękny. Stylizacja się udała :)
Tagi:
chili,
chorizo,
czosnek,
graham,
jajka,
kalafior,
ketjap manis,
kolendra,
mozzarella,
obiad,
oliwa,
oliwki,
oregano,
orkisz,
otręby,
przekąska,
szczypiorek,
zapiekanka
środa, 31 lipca 2013
Warzywowo :)
Na straganach czeka takie bogactwo warzyw, że ciężko wybrać zestaw na obiad :) A kiedy już dokonam wyboru, pędzę do domu, żeby wyczarować coś prostego i pysznego, najlepiej na tyle ładnego i smacznego, żeby brak "wkładki mięsnej" został niezauważony :)
Dziś proponuję Wam proste danie. Kasza orkiszowa, a do niej gotowane na parze, pokrojone w słupki młode marchewki i zielona fasolka szparagowa. Warzywa po ugotowaniu wrzucamy do woka, lub głębokiej patelni i karmelizujemy na ketjap manisie z dodatkiem oleju kokosowego, przyprawiając ulubionymi ziołami. Ja tym razem użyłam sharmy. Do smaku warzywa zmieszałam z drobno posiekanym szczypiorkiem.
Talerz cieszy oko kolorami.
A ponieważ jest to lekki obiad, nic się nie stanie, jeśli zakończycie go jakimś pysznym deserem :)
Dziś proponuję Wam proste danie. Kasza orkiszowa, a do niej gotowane na parze, pokrojone w słupki młode marchewki i zielona fasolka szparagowa. Warzywa po ugotowaniu wrzucamy do woka, lub głębokiej patelni i karmelizujemy na ketjap manisie z dodatkiem oleju kokosowego, przyprawiając ulubionymi ziołami. Ja tym razem użyłam sharmy. Do smaku warzywa zmieszałam z drobno posiekanym szczypiorkiem.
Talerz cieszy oko kolorami.
A ponieważ jest to lekki obiad, nic się nie stanie, jeśli zakończycie go jakimś pysznym deserem :)
wtorek, 9 lipca 2013
Odkrywam nowe smaki :)
Próbujmy nowości. Jeśli nie odrzucamy czegoś z konieczności zdrowotnej lub przekonań etycznych, dajmy się namawiać na nowości. Dzięki próbom możemy poznać wspaniałe smaki, które zadziwią nas i zachwycą. Dla mnie takim niesamowitym odkryciem były lody waniliowe po tajsku. Gałka lodów najzwyklejszych naszych swojskich, a do tego cała oprawa. I szok. Pierwszy raz w życiu siedziałam przez chwilę zatkana, nie mogąc ogarnąć co czuję. Ale to był przyjemny stan. Chciałabym kiedyś odtworzyć to połączenie we własnej kuchni. Lubię w niej eksperymentować. Walczę ze swoimi przyzwyczajeniami. Mimo, że dotąd tego nie robiłam zaczęłam używać do przyprawiania cytryny i limonki. Dotąd te kwaśne smaki nie chciały mi przejść przez gardło. A teraz, odpowiednio wyważone, niezbyt wyeksponowane dają mi zupełnie nowe możliwości połączeń. To tak jakbym dorosła do tego, aby docenić pewne smaki.
Wczoraj przygotowałam steki z indyka w delikatnym sosie miętowo-limonkowym. Mięta też jest dla mnie trudną próbą, ponieważ od dzieciństwa mam uraz do tego ziółka. Ale przełamałam się i nie żałuje, bo efekt jest niesamowity. Do kawałków mięsa ugotowałam na parze jaśminowy ryż, który również lekko doprawiłam sokiem z limony, a na talerzu przystroiłam paroma kroplami ketjap manisu.
Zamiast sałatki podałam delikatną, ugotowaną na parze zieloną fasolkę szparagową.
Fajnie jest czasem zjeść coś zupełnie nowego, co dodatkowo bardzo smakuje :) I dzięki temu gotowanie nigdy się nie nudzi, a rozwój umiejętności kuchennych nigdy się nie kończy.
sobota, 1 czerwca 2013
Sznycel dla Mięsożercy ;)
Mięso z indyka to świetny wybór dla kogoś, kto jak ja, nie je wołowiny ani wieprzowiny, a ma w domu Mięsożercę, który co jakiś czas domaga się możliwości zatopienia kłów w kawałku mięsiwa :)
Pierś z indyka daje nam pole do popisu. Tym razem przygotowałam sznycle. Smażyłam je na suchej patelni, więc efekt końcowy przypomina grillowanie.
Żeby indyk był soczysty najlepiej aby sznycle nie były zbyt cienkie i trzeba je smażyć dosyć szybko w wysokiej temperaturze. Nie marynowałam ich wcześniej, lekko doprawiłam a na patelnię dorzuciłam parę listków świeżego tymianku.
W tym czasie w parowarze gotowały się ziemniaki, które ugotowane trafiły na chwilę do lekkiego skarmelizowania na patelnię z ketjap manisem i odrobiną soli.
Do kawałka mięsa fajnie jest zjeść coś zielonego. Surówka była mocno zielona przede wszystkim dzięki dużej ilości natki pietruszki, ale kolorystycznie pasował również zielony groszek i mieszanka różnych sałat. Akcentem kolorystycznym były pomidory i kiełki rzodkiewki oraz rzodkiewka w dorosłym wydaniu :)
Sznycle rewelacyjnie sprawdziły by się również na grilla, niestety pogoda jest mocno nieprzewidywalna, zaskakując następującymi po sobie odsłonami słońca i ulewy. Mam nadzieję, że uda nam się w tym sezonie grill i będzie okazja przyrządzić sznycle z indyka na łonie natury.
Pierś z indyka daje nam pole do popisu. Tym razem przygotowałam sznycle. Smażyłam je na suchej patelni, więc efekt końcowy przypomina grillowanie.
Żeby indyk był soczysty najlepiej aby sznycle nie były zbyt cienkie i trzeba je smażyć dosyć szybko w wysokiej temperaturze. Nie marynowałam ich wcześniej, lekko doprawiłam a na patelnię dorzuciłam parę listków świeżego tymianku.
W tym czasie w parowarze gotowały się ziemniaki, które ugotowane trafiły na chwilę do lekkiego skarmelizowania na patelnię z ketjap manisem i odrobiną soli.
Do kawałka mięsa fajnie jest zjeść coś zielonego. Surówka była mocno zielona przede wszystkim dzięki dużej ilości natki pietruszki, ale kolorystycznie pasował również zielony groszek i mieszanka różnych sałat. Akcentem kolorystycznym były pomidory i kiełki rzodkiewki oraz rzodkiewka w dorosłym wydaniu :)
Sznycle rewelacyjnie sprawdziły by się również na grilla, niestety pogoda jest mocno nieprzewidywalna, zaskakując następującymi po sobie odsłonami słońca i ulewy. Mam nadzieję, że uda nam się w tym sezonie grill i będzie okazja przyrządzić sznycle z indyka na łonie natury.
sobota, 25 maja 2013
Krem selerowo-sojowy
Kolejny raz będę Was przekonywać do selera. Robię to ponieważ okazuje się, że wiele osób ma jakieś niemiłe z nim skojarzenia. Rozumiem to, ponieważ seler sam w sobie rzeczywiście może być słabo przyswajalny, wręcz mdły. Ale warto odrzucić stare uprzedzenia i dać mu szansę na nową odsłonę - seler kocha przyprawy, ostre przyprawy. Chili, curry, mieszanki masali - idealnie do niego pasują.
Tym razem chcę Was zachęcić do wykorzystania selera do zupy krem. Do bulionu z warzyw z sosem imbirowo-sojowym wrzucamy pokrojony w niewielkie kostki seler, ziemniaki i dość grube plasterki marchwi. Gotujemy na małym ogniu aż warzywa zmiękną. Nie bójcie się przypraw. Ja dałam sporo czosnku, kurkumy, bombay masali. Dosłodziłam zupę ketjap manisem, który przy okazji zmienił jej kolor na ciemniejszy.
Na koniec wystarczy całość zmiksować, posypać świeżo uprażonymi pestkami dyni i słonecznika, albo po prostu przyprawić świeżo mielonym czarnym pieprzem i pietruszką.
Gęsta zupa zaskoczy Was przyjemnym smakiem hinduskiej kuchni. Sprawdźcie sami, jak zaskakujący może być seler, jeśli tylko poświęcimy chwilę na dobranie właściwych przypraw. Czasem warto dać drugą szansę :)
Tym razem chcę Was zachęcić do wykorzystania selera do zupy krem. Do bulionu z warzyw z sosem imbirowo-sojowym wrzucamy pokrojony w niewielkie kostki seler, ziemniaki i dość grube plasterki marchwi. Gotujemy na małym ogniu aż warzywa zmiękną. Nie bójcie się przypraw. Ja dałam sporo czosnku, kurkumy, bombay masali. Dosłodziłam zupę ketjap manisem, który przy okazji zmienił jej kolor na ciemniejszy.
Na koniec wystarczy całość zmiksować, posypać świeżo uprażonymi pestkami dyni i słonecznika, albo po prostu przyprawić świeżo mielonym czarnym pieprzem i pietruszką.
Gęsta zupa zaskoczy Was przyjemnym smakiem hinduskiej kuchni. Sprawdźcie sami, jak zaskakujący może być seler, jeśli tylko poświęcimy chwilę na dobranie właściwych przypraw. Czasem warto dać drugą szansę :)
sobota, 30 marca 2013
Pampuch wieczorową porą
Nie będzie wielkanocnie. Nie obchodzę tych świąt, ale cieszy mnie zawsze dłuższy weekend. Jedyne przyswajalne dla mnie świętowanie to Wigilia. Nie jestem przy tym hipokrytką, dla mnie to po prostu wspaniała okazja rozweselenia i uświątecznienia zimy za oknem. Kto by się spodziewał, że tegoroczną Wielkanoc mogłabym celebrować na przekór aurze, tak samo jak Boże Narodzenie.
Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinniśmy przyjąć zmian klimatu za constans. Tylko nie przypominam sobie przeprowadzki do innej strefy klimatycznej :)
Ku pokrzepieniu dziś na stole pampuchy drożdżowe. Kiedy je przygotowuję zawsze przypomina mi się mój dziadek. Nie był popularną osobą w naszej rodzinie, był nietuzinkowy i chyba drażniło go to, że nikt do końca go nie rozumiał. Jedno jest pewne, zamiłowanie do gotowania mamy w rodzinie po nim. To pewnie jego zasługa, że nigdy nie wydawało mi się stratą czasu gotowanie tylko dla siebie. Oczywiście - fajniej gotować dla kogoś i potem widzieć jak zajada ze smakiem. Czemu jednak samemu nie cieszyć się z pysznych dań, tym bardziej, że brak kompana jest i tak wystarczająco przygnębiający.
Dziadek, podobnie jak moja mama, brat i ja również - lubił gotować dla innych, taka cicha forma okazywania uczuć :)
Pampuchy drożdżowe wychodziły mu świetnie.
Dla mnie ciasto drożdżowe ciągle w jakimś stopniu pozostaje tajemnicą, na szczęście ta tajemnica się przede mną odkrywa.
Dziś pampuchy nie wyszły mi idealne, do zdjęcia ukryłam ich niedoskonały wygląd łaskawym pięknym sosem. A jednak to one zagrały dziś główne skrzypce. Były pyszne i syte.
Oczywiście łaskawy piękny sos nie był tylko wizualnym dodatkiem. Udka kurczaka, drobno pokrojone, zamarynowałam parę godzin temu w oliwie, balsamico i ketjap manis, pieprzu i soli. Marynata delikatna, ale bardzo fajnie nadaje kruchość udkom. Całość zmieszana na patelni z łagodnym sosem curry oraz zielonym groszkiem.
O mizerii już nie będę pisać, bo widać, że często gości na naszym stole. Wynika to z tego, że jogurt naturalny jest po prostu świetnym dodatkiem do wielu potraw. Czemu więc nie wykorzystywać tej zalety do podawania ulubionej mizerii.
Zdjęcie jak zwykle jeszcze paruje :)
Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinniśmy przyjąć zmian klimatu za constans. Tylko nie przypominam sobie przeprowadzki do innej strefy klimatycznej :)
Ku pokrzepieniu dziś na stole pampuchy drożdżowe. Kiedy je przygotowuję zawsze przypomina mi się mój dziadek. Nie był popularną osobą w naszej rodzinie, był nietuzinkowy i chyba drażniło go to, że nikt do końca go nie rozumiał. Jedno jest pewne, zamiłowanie do gotowania mamy w rodzinie po nim. To pewnie jego zasługa, że nigdy nie wydawało mi się stratą czasu gotowanie tylko dla siebie. Oczywiście - fajniej gotować dla kogoś i potem widzieć jak zajada ze smakiem. Czemu jednak samemu nie cieszyć się z pysznych dań, tym bardziej, że brak kompana jest i tak wystarczająco przygnębiający.
Dziadek, podobnie jak moja mama, brat i ja również - lubił gotować dla innych, taka cicha forma okazywania uczuć :)
Pampuchy drożdżowe wychodziły mu świetnie.
Dla mnie ciasto drożdżowe ciągle w jakimś stopniu pozostaje tajemnicą, na szczęście ta tajemnica się przede mną odkrywa.
Dziś pampuchy nie wyszły mi idealne, do zdjęcia ukryłam ich niedoskonały wygląd łaskawym pięknym sosem. A jednak to one zagrały dziś główne skrzypce. Były pyszne i syte.
Oczywiście łaskawy piękny sos nie był tylko wizualnym dodatkiem. Udka kurczaka, drobno pokrojone, zamarynowałam parę godzin temu w oliwie, balsamico i ketjap manis, pieprzu i soli. Marynata delikatna, ale bardzo fajnie nadaje kruchość udkom. Całość zmieszana na patelni z łagodnym sosem curry oraz zielonym groszkiem.
O mizerii już nie będę pisać, bo widać, że często gości na naszym stole. Wynika to z tego, że jogurt naturalny jest po prostu świetnym dodatkiem do wielu potraw. Czemu więc nie wykorzystywać tej zalety do podawania ulubionej mizerii.
Zdjęcie jak zwykle jeszcze paruje :)
wtorek, 12 marca 2013
Chrzanić klopsika :)
Od wielu lat nie jestem fanką mięsa. Zdarzały mi się okresy całkowicie bezmięsne, lub urozmaicane rybą w każdej postaci. Jednak posiadanie mięsożercy w domu zobowiązuje do pewnych ustępstw. Szczególnie, że mięsożerca ryb nie rusza nawet kijkiem :)
Kompromis kuchenny polega na wykluczeniu z diety mięsa czerwonego, wieprzowiny i wołowiny. Jemy drób, głównie indyka.
Wczoraj świeżo zmielony udziec z indyka przerobiłam na klopsiki. Oczywiście gotowane na parze. Aby zachowały ładny wygląd warto wyłożyć sito parowaru papierem do gotowania i dopiero na nim układać mięsne kulki. Jako dodatek do klopsików pasują ziemniaki i fasolka szparagowa, również ugotowane na parze. Gotowe warzywa przyrumieniam przez chwilę na maśle. Zamiast soli sprawdzi się odrobina sosu sojowego, np słodkiego Ketjap Manis.
Klopsiki z indyka gotowane na parze są bardzo delikatne. Przyozdobiłam więc talerz małą porcją chrzanu śmietankowego, który ładnie komponuje się z wszystkimi smakami.
Nie wiem tylko, czy zostały docenione walory smakowe obiadu, skoro został on połknięty na trzy kęsy. Polecam gotowanie małych klopsików, żeby łakomczuchy nie miały problemu z zapchaną buzią :)
Kompromis kuchenny polega na wykluczeniu z diety mięsa czerwonego, wieprzowiny i wołowiny. Jemy drób, głównie indyka.
Wczoraj świeżo zmielony udziec z indyka przerobiłam na klopsiki. Oczywiście gotowane na parze. Aby zachowały ładny wygląd warto wyłożyć sito parowaru papierem do gotowania i dopiero na nim układać mięsne kulki. Jako dodatek do klopsików pasują ziemniaki i fasolka szparagowa, również ugotowane na parze. Gotowe warzywa przyrumieniam przez chwilę na maśle. Zamiast soli sprawdzi się odrobina sosu sojowego, np słodkiego Ketjap Manis.
Klopsiki z indyka gotowane na parze są bardzo delikatne. Przyozdobiłam więc talerz małą porcją chrzanu śmietankowego, który ładnie komponuje się z wszystkimi smakami.
Nie wiem tylko, czy zostały docenione walory smakowe obiadu, skoro został on połknięty na trzy kęsy. Polecam gotowanie małych klopsików, żeby łakomczuchy nie miały problemu z zapchaną buzią :)
środa, 6 marca 2013
Pożytek z buraka
Burak czerwony wydaje mi się bardzo niedocenionym warzywem w naszej kuchni. Do tego używanie pejoratywne tego słowa w odniesieniu do pewnych osób jeszcze bardziej odbiera chyba dobrą passę burakowi.
Ja buraki bardzo lubię i to nie w klasycznym czerwonym barszczyku z uszkami. Taki barszczyk to i owszem zjeść mogę, ale w mojej kuchni pojawia się on bardzo rzadko.
Ja buraka lubię podkreślić w jego naturalnym smaku, czerwonej pysznej, słodkiej bulwy.
Dziś w odsłonie zupy kremu.
Do smaku dodałam okrojone z mięsa kości kurczaka wędzonego.
Kiedy wywar nabrał już aromatu i kości z kurczaka zostały z niego usunięte, przyszła pora na warzywa. Tu klasycznie, buraki, ziemniaki, marchewka, pietruszka i seler, dosyć drobno pokrojone.
Z przypraw normalnie znalazłby się sos imbirowo- sojowy, ale okazało się, że nie uzupełniłam zapasów i brak sosu trzeba było czymś zastąpić.
Od czego inwencja :)
Do garnka trafił ketjap manis, żeby jeszcze podkręcić słodycz warzyw. A żeby nie było za słodko dodałam imbir w proszku, świeżo mielony czarny pieprz i odrobinę garam masali.
Kiedy warzywa zmiękły całość zblendowałam na ciemnoróżowy krem.
Do nalanego do miseczki kremu dodaje jeszcze łyżkę gęstego jogurtu naturalnego.
Pyszny ten burak :)
Ja buraki bardzo lubię i to nie w klasycznym czerwonym barszczyku z uszkami. Taki barszczyk to i owszem zjeść mogę, ale w mojej kuchni pojawia się on bardzo rzadko.
Ja buraka lubię podkreślić w jego naturalnym smaku, czerwonej pysznej, słodkiej bulwy.
Dziś w odsłonie zupy kremu.
Do smaku dodałam okrojone z mięsa kości kurczaka wędzonego.
Kiedy wywar nabrał już aromatu i kości z kurczaka zostały z niego usunięte, przyszła pora na warzywa. Tu klasycznie, buraki, ziemniaki, marchewka, pietruszka i seler, dosyć drobno pokrojone.
Z przypraw normalnie znalazłby się sos imbirowo- sojowy, ale okazało się, że nie uzupełniłam zapasów i brak sosu trzeba było czymś zastąpić.
Od czego inwencja :)
Do garnka trafił ketjap manis, żeby jeszcze podkręcić słodycz warzyw. A żeby nie było za słodko dodałam imbir w proszku, świeżo mielony czarny pieprz i odrobinę garam masali.
Kiedy warzywa zmiękły całość zblendowałam na ciemnoróżowy krem.
Do nalanego do miseczki kremu dodaje jeszcze łyżkę gęstego jogurtu naturalnego.
Pyszny ten burak :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)








