Kiedy w domu jest ciepło jak w piekarniku, warto przemyśleć, co zrobimy na obiad. Oszczędźmy sobie długiego przebywania przy dodatkowym źródle ciepła jakim jest kuchenka :)
Dobrym rozwiązaniem jest danie jednogarnkowe, które gotuje się samo bez konieczności naszego stałego nadzoru. Takim daniem może być leczo. Na bazie białej papryki, możemy wyczarować różne aromatyczne pyszności.
Szykujemy duży rondel, łyżkę oleju kokosowego i parę bardzo cienkich i drobno pokrojonych plasterków chorizo (możemy zrobić to danie kompletnie pomijając chorizo). Na ciepły olej wrzucamy grubo pokrojone pieczarki i dusimy. W tym czasie kroimy drobno jedną papryczkę chili (jeśli chcecie ostrzejsze danie, skrójcie ją z pestkami). Białe papryki kroimy w grubą kostkę. Cukinie obieramy, kroimy wzdłuż na ćwiartki i kroimy w kostkę podobnej wielkości jak papryka. Obieramy ze skóry dojrzałe malinówki i również kroimy. Wszystkie warzywa wrzucamy do garnka i przyprawiamy. Dodałam świeże listki oregano, sól i pieprz, odrobinę kurkumy, zieloną czubricę, czosnek i kilka drobno pokrojonych suszonych pomidorów.
Mieszamy zawartość garnka i dusimy pod przykryciem na bardzo maleńkim ogniu.
Kiedy warzywa zmiękną, ale papryka pozostanie jeszcze lekko chrupka wyłączamy gaz. Kiedy leczo ostygnie, będzie lepiej smakowało, a przy tej pogodzie, będzie się łatwiej jadło coś, co nie paruje nam pod nosem :)
Do leczo wykorzystałam czerstwy chleb, który podpieczony na grillu świetnie pasował.
W taki upał idealnie z lekkim obiadem komponuje się bardzo zimne piwo :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chili. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chili. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 lipca 2014
niedziela, 12 stycznia 2014
Bezmięsny gulasz na ostro :)
Planowałam zrobić gulasz z marchwi i selera od jakiegoś czasu. I oto ładnie się złożyło, bo w sobotę mieliśmy Dzień Wegetarian - doskonała okazja do ugotowania tego właśnie dania.
Fajna okazja, chociaż myślę, że fajniej byłoby wprowadzić sobie odwrotne w proporcjach święto, czyli raz na jakiś czas Dzień Mięsożercy. Pomijając aspekty zdrowotne, warto pamiętać, że mięso które dziś trafia na nasz talerz jest "wyprodukowane" ze zwierząt, które niestety nie są traktowane jak żywe stworzenia, tylko jak przedmiot obróbki przemysłowej.
Dlatego dziś coś całkowicie wegetariańskiego. I uwierzcie mi, nawet mój niereformowalnie mięsożerny Głodomorek pałaszował zadowolony.
Do przygotowania pysznego gulaszu potrzebujemy seler, marchew, pieczarki, papryczkę chili, cebulę, olej kokosowy, sos pomidorowy oraz przyprawy.
Cebulę szklimy w rondlu na oleju kokosowym. Kiedy jest już przezroczysta wrzucamy pokrojone pieczarki i posiekaną papryczkę chili. Odparowujemy płyn, solimy i pieprzymy pieczarki. Odstawiamy z ognia.
Marchew kroimy w plasterki, selery tniemy na kawałki, które również kroimy w plasterki. Pokrojone warzywa wrzucamy do dużego garnka i dodajemy odrobinę wody. Dusimy, aż lekko zmiękną. Dodajemy pieczarki z papryką i cebulą, mieszamy i przyprawiamy dużą ilością tymianku, czarnuszką, kolendrą, solą i pieprzem. Możemy do smaku dodać jeszcze słodką paprykę. Próbujemy marchewkę. Powinna być ciągle odrobinę chrupiąca. Chodzi o to, żeby ani seler ani marchewka się nie rozgotowały.
Do garnka wlewamy sos pomidorowy, dodajemy sól i pieprz do smaku. Możemy całość lekko dosłodzić np syropem z agawy.
Tak przygotowany gulasz najlepiej smakuje, kiedy postoi jeden dzień. Podać możemy go np z kaszą. Ja wybrałam kaszę gryczaną niepaloną. Obiad był syty, nie ma ryzyka, że bez mięsnej wkładki ktoś wstanie od stołu głodny :)
środa, 11 grudnia 2013
Szaszłyczki z kurczka na puree z dyni i batata
Słodkie i ostre smaki - lubicie takie połączenia? Czekolada z wasabi, kubek kakao z chilli, mięso w miodzie.
Najistotniejsze jest, aby zależnie od rodzaju dania, przeważyć smak, który ma danie zdominować. Np. deser z nutką chilli powinien być bardziej słodki, aby ostrość uzupełniała i mile zaskakiwała kubki smakowe. Podobnie kurczak w miodzie nie powinien być zbyt słodki, słodycz ma tylko pozwolić na chwilę ulgi przy palących przyprawach.
W szaszłyczkami z kurczaka na puree ostrość ma przeważyć, ma wygrać z lekko mdłą słodyczą batata. Jednocześnie maślany smak i zapach puree pozwala wysłać sygnał z kubków smakowych do mózgu, że może dziś jednak nie spłoną :)
Udka z kurcząt przyprawiamy ulubionymi ognistymi "proszkami". Nadziewamy na patyczki i grillujemy. W tym czasie obieramy dwa bataty i kroimy na duże kawałki. Średniej wielkości dynię kroimy na pół, wydrążamy, myjemy i kroimy ze skórą na kawałki. Batata i dynię gotujemy w parowarze, aż zmiękną. Zazwyczaj 10 minut wystarcza im w zupełności. Dynię pozbawiamy skóry i miksujemy miąższ wraz z batatem na puree, które następnie podsmażamy z odrobiną soli i czosnku na maśle. Aby nie wywoływać skojarzeń z papkami dla dzieci, na puree wyłóżcie np zielony groszek. Całość od razu wygląda apetyczniej.
Najistotniejsze jest, aby zależnie od rodzaju dania, przeważyć smak, który ma danie zdominować. Np. deser z nutką chilli powinien być bardziej słodki, aby ostrość uzupełniała i mile zaskakiwała kubki smakowe. Podobnie kurczak w miodzie nie powinien być zbyt słodki, słodycz ma tylko pozwolić na chwilę ulgi przy palących przyprawach.
W szaszłyczkami z kurczaka na puree ostrość ma przeważyć, ma wygrać z lekko mdłą słodyczą batata. Jednocześnie maślany smak i zapach puree pozwala wysłać sygnał z kubków smakowych do mózgu, że może dziś jednak nie spłoną :)
Udka z kurcząt przyprawiamy ulubionymi ognistymi "proszkami". Nadziewamy na patyczki i grillujemy. W tym czasie obieramy dwa bataty i kroimy na duże kawałki. Średniej wielkości dynię kroimy na pół, wydrążamy, myjemy i kroimy ze skórą na kawałki. Batata i dynię gotujemy w parowarze, aż zmiękną. Zazwyczaj 10 minut wystarcza im w zupełności. Dynię pozbawiamy skóry i miksujemy miąższ wraz z batatem na puree, które następnie podsmażamy z odrobiną soli i czosnku na maśle. Aby nie wywoływać skojarzeń z papkami dla dzieci, na puree wyłóżcie np zielony groszek. Całość od razu wygląda apetyczniej.
czwartek, 28 listopada 2013
Na przekór zimie - zielono mi - spaghetti ze szpinakiem
Może przez pogodę zrobiło mi się tęskno za zielenią? Na zakupach widzę tylko brokuły, zielone papryki a ostatnio jeszcze szpinak. Szpinak ma w kuchni wiele zastosowań, jednak ja najbardziej lubię go w sosie do makaronu, kiedy dzięki krótkiej obróbce nadal utrzymuje swój szpinakowy smak :)
Poza tym jest to jeden z tych przepisów, które nie wymagają dużo czasu a kończą się super efektem.
Kilka ząbków czosnku obieramy i kroimy na cieniutkie plasterki. Szklimy je na oleju kokosowym wraz z drobniutko posiekaną papryczką chili. Do czosnku wrzucamy dobrze wymyty szpinak. Można to robić partiami, czekając aż poszczególne porcje zmniejszą swoją objętość, robiąc miejsce na kolejne listki.
Kiedy na patelni mamy już lekko podduszony szpinak przyprawiamy. Dodałam kurkumę, garam masalę, słodką paprykę, sól i pieprz. Do szpinaku wrzuciłam ćwiartkę kostki serka feta, a kiedy się rozpuściła zalałam całość połową szklanki mleka kokosowego.
Do sosu ugotowałam makaron spaghetti. Do dekoracji talerza użyłam przekrojonych w połówki pomidorków koktajlowych i tartego parmezanu. Dla wzmocnienia ostrości sosu można pokropić makaron oliwą z chili, ale mój szpinak był wystarczająco pikantny.
Na chwilę w domu zapanowało włoskie lato :)
Poza tym jest to jeden z tych przepisów, które nie wymagają dużo czasu a kończą się super efektem.
Kilka ząbków czosnku obieramy i kroimy na cieniutkie plasterki. Szklimy je na oleju kokosowym wraz z drobniutko posiekaną papryczką chili. Do czosnku wrzucamy dobrze wymyty szpinak. Można to robić partiami, czekając aż poszczególne porcje zmniejszą swoją objętość, robiąc miejsce na kolejne listki.
Kiedy na patelni mamy już lekko podduszony szpinak przyprawiamy. Dodałam kurkumę, garam masalę, słodką paprykę, sól i pieprz. Do szpinaku wrzuciłam ćwiartkę kostki serka feta, a kiedy się rozpuściła zalałam całość połową szklanki mleka kokosowego.
Do sosu ugotowałam makaron spaghetti. Do dekoracji talerza użyłam przekrojonych w połówki pomidorków koktajlowych i tartego parmezanu. Dla wzmocnienia ostrości sosu można pokropić makaron oliwą z chili, ale mój szpinak był wystarczająco pikantny.
Na chwilę w domu zapanowało włoskie lato :)
wtorek, 19 listopada 2013
Zapiekanka kolorowa - idealna na pochmurny dzień :)
Chyba złota jesień już za nami. Coraz bardziej szaro za oknem, coraz zimniejszy wiatr wieje, coraz mniej kolorów w przyrodzie.
Dookoła smutne twarze, prześladowane klasyczną deprechą jesienną.
Pomoc w każdej formie się przyda. Repertuar zależy od upodobań, ale chyba większości z nas pomoże ciepły koc, kubek pysznej kawy, ulubiona muzyka kojąca zmysły, ostre potrawy z kolorowych składników.
Każdy z powyższych pomysłów został przeze mnie przetestowany w weekend i, chociaż trudno zatrzymać taki dobrostan na dłużej, to jednak działa. Działa i pomaga przetrwać.
Na szczęście w kwestii kolorowych potraw naprawdę jest w czym wybierać. Ciemnozielone brokuły, różnokolorowe papryki, cytrusy, bataty - zestaw ogrzewających czerwieni i pomarańczy stoi na straży naszego samopoczucia.
Tak więc postanowiłam wykorzystać paletę ciepłych barw i zrobić zapiekankę. Do zapiekanki dodałam pierś z kurczaka, ale całkowicie jarska opcja byłaby równie syta i pyszna.
W zapiekance udział wzięli: jeden duży batat, dwa duże ziemniaki, pół papryczki chili bez pestek, ćwiartki papryk z każdego koloru, podwójna pierś z kurczaka, śmietanka, ser tarty, pomidorki koktajlowe.
Ziemniaki i batata obieramy i kroimy w plasterki około pół centymetrowe. Blanszujemy szybko na parze.
Pierś z kurczaka kroimy w paseczki, podsmażamy na oleju kokosowym z drobno posiekaną papryczką chili, przyprawiamy solą, pieprzem i tandori masalą. Kiedy kurczak jest obsmażony wrzucamy na patelnię pokrojone w paseczki papryki i przykrywamy całość pokrywką. Dusimy chwilę na małym ogniu.
Naczynie żaroodporne lekko natłuszczamy oliwką i układamy na dnie krążki ziemniaczane. Wykładamy na nie kurczaka i paprykę. Jeśli na patelni pozostał płyn nie wylewajcie go do zapiekanki. Przyda się do zrobienia sosu. A na sos potrzebujemy małe opakowanie śmietany, dwie łyżki sera ricotta, kurkumę, pieprz kajeński, sól. Mieszamy składniki, dodając jeśli jest, sos po smażeniu kurczaka. Zalewamy zapiekankę, po wierzchu posypujemy tartym serem i rozkładamy połówki pomidorków koktajlowych.
Wkładamy naczynie do piekarnika rozgrzanego do około 180 stopni i pieczemy pół godziny. Dla złagodzenia ostrości dania głównego polecam surówkę typu mizeria lub inną z jogurtem naturalnym.
Dzięki kurkumie możemy mieć słoneczną chwilę na talerzu :)
Dookoła smutne twarze, prześladowane klasyczną deprechą jesienną.
Pomoc w każdej formie się przyda. Repertuar zależy od upodobań, ale chyba większości z nas pomoże ciepły koc, kubek pysznej kawy, ulubiona muzyka kojąca zmysły, ostre potrawy z kolorowych składników.
Każdy z powyższych pomysłów został przeze mnie przetestowany w weekend i, chociaż trudno zatrzymać taki dobrostan na dłużej, to jednak działa. Działa i pomaga przetrwać.
Na szczęście w kwestii kolorowych potraw naprawdę jest w czym wybierać. Ciemnozielone brokuły, różnokolorowe papryki, cytrusy, bataty - zestaw ogrzewających czerwieni i pomarańczy stoi na straży naszego samopoczucia.
Tak więc postanowiłam wykorzystać paletę ciepłych barw i zrobić zapiekankę. Do zapiekanki dodałam pierś z kurczaka, ale całkowicie jarska opcja byłaby równie syta i pyszna.
W zapiekance udział wzięli: jeden duży batat, dwa duże ziemniaki, pół papryczki chili bez pestek, ćwiartki papryk z każdego koloru, podwójna pierś z kurczaka, śmietanka, ser tarty, pomidorki koktajlowe.
Ziemniaki i batata obieramy i kroimy w plasterki około pół centymetrowe. Blanszujemy szybko na parze.
Pierś z kurczaka kroimy w paseczki, podsmażamy na oleju kokosowym z drobno posiekaną papryczką chili, przyprawiamy solą, pieprzem i tandori masalą. Kiedy kurczak jest obsmażony wrzucamy na patelnię pokrojone w paseczki papryki i przykrywamy całość pokrywką. Dusimy chwilę na małym ogniu.
Naczynie żaroodporne lekko natłuszczamy oliwką i układamy na dnie krążki ziemniaczane. Wykładamy na nie kurczaka i paprykę. Jeśli na patelni pozostał płyn nie wylewajcie go do zapiekanki. Przyda się do zrobienia sosu. A na sos potrzebujemy małe opakowanie śmietany, dwie łyżki sera ricotta, kurkumę, pieprz kajeński, sól. Mieszamy składniki, dodając jeśli jest, sos po smażeniu kurczaka. Zalewamy zapiekankę, po wierzchu posypujemy tartym serem i rozkładamy połówki pomidorków koktajlowych.
Wkładamy naczynie do piekarnika rozgrzanego do około 180 stopni i pieczemy pół godziny. Dla złagodzenia ostrości dania głównego polecam surówkę typu mizeria lub inną z jogurtem naturalnym.
Dzięki kurkumie możemy mieć słoneczną chwilę na talerzu :)
wtorek, 24 września 2013
Risotto dyniowe z cieciorką i pesto
Dynia tu, dynia tam, z dyni zrobisz milion dań :)
Idąc tym torem myślenia proponuję Wam dziś danie proste i smaczne.
Połowę sporej dyni wydrążyłam z pestek, dokładnie umyłam i pokroiłam na mniejsze kawałki. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia i poukładałam na nim kawałki dyni, które następnie spryskałam oliwą. Piekarnik nagrzałam do 200 stopni i wstawiłam dynię na około 45 minut.
Ponieważ była duża, powstaną z niej różne dania. Kawałki gorącej dyni posoliłam i zjadłam tak po prostu, bo pysznie smakowała. Z pozostałych kawałków odkroiłam skórę, która po upieczeniu praktycznie odchodzi sama i cały miąższ można wykorzystać. Dwa kawałki obranej dyni trafiły na masło na patelnię. Mocno doprawiłam pieprzem, chili, tymiankiem i czosnkiem i dorzuciłam puszkę ciecierzycy. Aby wzmocnić smak dodałam pesto kurkowe oraz połowę kostki sera feta. Na koniec na patelnię dorzuciłam aromatyczny ryż jaśminowy i tak powstało risotto. Danie to nie jest zbyt fotogeniczne, ale na talerzu wygląda apetycznie, dzięki swoim intensywnym barwom. Poza tym smak rekompensuje ewentualne ubytki w wyglądzie :)
Dla lepszego aromatu posypcie talerze świeżymi listkami oregano.
Idąc tym torem myślenia proponuję Wam dziś danie proste i smaczne.
Połowę sporej dyni wydrążyłam z pestek, dokładnie umyłam i pokroiłam na mniejsze kawałki. Blachę wyłożyłam papierem do pieczenia i poukładałam na nim kawałki dyni, które następnie spryskałam oliwą. Piekarnik nagrzałam do 200 stopni i wstawiłam dynię na około 45 minut.
Ponieważ była duża, powstaną z niej różne dania. Kawałki gorącej dyni posoliłam i zjadłam tak po prostu, bo pysznie smakowała. Z pozostałych kawałków odkroiłam skórę, która po upieczeniu praktycznie odchodzi sama i cały miąższ można wykorzystać. Dwa kawałki obranej dyni trafiły na masło na patelnię. Mocno doprawiłam pieprzem, chili, tymiankiem i czosnkiem i dorzuciłam puszkę ciecierzycy. Aby wzmocnić smak dodałam pesto kurkowe oraz połowę kostki sera feta. Na koniec na patelnię dorzuciłam aromatyczny ryż jaśminowy i tak powstało risotto. Danie to nie jest zbyt fotogeniczne, ale na talerzu wygląda apetycznie, dzięki swoim intensywnym barwom. Poza tym smak rekompensuje ewentualne ubytki w wyglądzie :)
Dla lepszego aromatu posypcie talerze świeżymi listkami oregano.
wtorek, 17 września 2013
Zupa z dyni jesień znośną czyni :)
Wędrujemy ostatnio dużo polami. Przyglądamy się drzewom każdego dnia. Jeszcze tydzień temu tak mało widać było śladów jesieni, a dziś już złocą się niektóre liście. Zieleń pomału ustępuję i odchodzi. Przypominam sobie jeszcze, jak po długiej zimie wybuchły wręcz olbrzymie ilości zieleni. Wszystko buzowało po długim okresie wegetacji, życie budziło się gwałtownie. Była w tym niesamowita moc i mam wrażenie, że to ta moc powoduje, że jesień nie spadła na nas gwałtownie, tylko delikatnie kąsa czerwienią najsłabsze drzewa.
Nic jednak nie zmieni faktu, że powietrze pachnie mgłami, wieczory bywają już bardzo chłodne, a mżawka psuje humor w weekendy.
Melancholia jesienna ma w sobie coś niepokojąco pięknego, niewątpliwie jednak mało ludzi docenia urok tego złotego umierania przyrody. Bronimy się przed smutkiem, marzymy znów o letnich upałach. W kuchni zaczynają królować rozgrzewające dania. Przepięknym znakiem jesieni są dynie. Ich kolor jest jak symbol pory roku :) Można śmiało uznać, że czynią jesień znośną. Zupa dyniowa, przynajmniej u nas w domu, była wyczekiwana od pół roku :)
Weekend to świetna okazja na gotowanie zup, bo jest więcej czasu, można zupę ugotować na poniedziałek, robiąc w między czasie obiad niedzielny :) Z tą myślą pojechałam w piątek na rynek i zagarnęłam ze straganu połówkę pięknej dyni, marchewki i ziemniaki. Bulion miałam gotowy, pozostało tylko zakupić mięso na klopsiki. Klopsiki do zupy robię zawsze z udźca z indyka.
Zakupy gotowe, w niedzielę przyszedł czas na gotowanie. Udziec z indyka zmieliłam w malakserze już rano, żeby przyprawione mięso mogło chwilę się marynować. Do mielonego dodałam drobno porwane listki rozmarynu, sporo tymianku, kolendrę, czosnek, sól i pieprz. Klopsiki do zupy dyniowej powinny być mocno ziołowe i aromatyczne. Do mięsa dodałam jajko i łyżkę otrębów. W razie gdyby to było konieczne, możemy dodać odrobinę bułki tartej, ale jeśli kulki kleją się same ładnie w dłoni, z tego dodatku można zrezygnować.
Kilka godzin później zabieram się zupę. Marchew i ziemniaki obrane drobno kroimy. Wrzucamy do bulionu i gotujemy. W tym czasie zajmujemy się miąższem z dyni. Okazało się, że narzędzie do drążenia melonów świetnie radzi sobie również z dynią. Kiedy już mamy drobne kawałki wnętrza dyni wrzucamy je do gotujących się warzyw. Przyprawianie zupy dyniowej zaczynam od dodania sporej ilości sosu imbirowo-sojowego. Następnie czarny pieprz, czosnek, garam masala i chili. Przykrywamy garnek i pozostawiamy na średnim gazie, żeby wszystkie warzywa zmiękły.
Podczas kiedy zupa się gotuje, możemy zabrać się za klopsiki. Sitko parowaru wykładam papierem. Z przyprawionego mięsa kształtuję niewielki kuleczki i układam w garnku. Kiedy wszystkie kuleczki są już gotowe nastawiam parowar.
Z jednego udźca z indyka wychodzi nam spora miska mielonego. Możecie, podobnie jak ja, podzielić je na pół i drugą połowę wykorzystać, np. do zrobienia burgerów :)
Wracając do zupy, sprawdzamy czy warzywa są miękkie. Jeśli tak, miksujemy wszystko blenderem, aż powstanie pięknie pomarańczowy krem. Do zupy wrzucamy ugotowane klopsiki.
Na drugi dzień zupa jest najlepsza. Podgrzewamy ją na małym ogniu, prażąc w tym czasie pestki słonecznika, którym posypujemy porcje w miseczkach. Bagietka czosnkowa nie jest koniecznym dodatkiem, ale tak dobrze się komponuje, że trudno było z niej zrezygnować :)
czwartek, 8 sierpnia 2013
Ostra paczka :)
Parę lat temu zrobiłam przymiarkę do sajgonek. Coś jednak poszło nie do końca jak powinno i papier ryżowy uległ biodegradacji jeszcze przed podaniem. Nie pamiętam nawet jak wtedy je przygotowywałam, to naprawdę było dawno. W głowie pozostało, żeby nie powtarzać już prób sajgonkowania w domu :)
Ale czas mija, złe wspomnienia się zacierają, można więc zrobić kolejne podejście, chociaż jak się zaraz przekonacie, znów nie takie do końca udane. Dlatego ten post nie jest o sajgonkach, tylko o ostrych paczkach, zapakowanych w papier ryżowy :)
Wrzucam je na bloga, bo bardzo nam smakowały, więc może ktoś się skusi na takie smaki.
W składzie paczki występują: pokrojona w małe słupki marchewka, podobnie pocięte rzodkiewki, jedna papryczka chili drobno pokrojona, wypestkowana, szczypiorek, kukurydza oraz makaron. Warzywa przed zapaczkowaniem marynowały się w soku z limonki z kolendrą, tymiankiem, miętą, pieprzem, zmiażdżonymi ząbkami czosnku i odrobiną ketjap manis. Kwadratowy papier ryżowy zwilżyłam wodą i na każdy arkusz, w jego dolnej części, nałożyłam odrobinę makaronu oraz warzywa. Tylko farszu było więcej niż powinno być w sajgonce, poza tym warzywka były dość kanciate, więc zamiast ślicznych spring rolls'ów wyszły mi paczuszki :)
Podałam je z zieleniną, czyli natką pietruszki, dodatkową odrobiną szczypiorku, kiełkami z rzodkiewki oraz pozostałymi warzywami z marynaty. Do maczania do wyboru był sos słodki chili oraz sos limonka z kolendrą. Ależ to było ostre, a jednocześnie pyszne. Mieszanka aromatów zachęcała do chrupania warzyw. Plusem, o którym muszę wspomnieć jest to, że oprócz makaronu - który wymaga chwili, żeby się ugotować - nie musimy w upalny dzień stać przy gorących garnkach.
Dla zrównoważenia ostrego obiadu zdjęcie jest niezbyt ostre ;)
Ale czas mija, złe wspomnienia się zacierają, można więc zrobić kolejne podejście, chociaż jak się zaraz przekonacie, znów nie takie do końca udane. Dlatego ten post nie jest o sajgonkach, tylko o ostrych paczkach, zapakowanych w papier ryżowy :)
Wrzucam je na bloga, bo bardzo nam smakowały, więc może ktoś się skusi na takie smaki.
W składzie paczki występują: pokrojona w małe słupki marchewka, podobnie pocięte rzodkiewki, jedna papryczka chili drobno pokrojona, wypestkowana, szczypiorek, kukurydza oraz makaron. Warzywa przed zapaczkowaniem marynowały się w soku z limonki z kolendrą, tymiankiem, miętą, pieprzem, zmiażdżonymi ząbkami czosnku i odrobiną ketjap manis. Kwadratowy papier ryżowy zwilżyłam wodą i na każdy arkusz, w jego dolnej części, nałożyłam odrobinę makaronu oraz warzywa. Tylko farszu było więcej niż powinno być w sajgonce, poza tym warzywka były dość kanciate, więc zamiast ślicznych spring rolls'ów wyszły mi paczuszki :)
Podałam je z zieleniną, czyli natką pietruszki, dodatkową odrobiną szczypiorku, kiełkami z rzodkiewki oraz pozostałymi warzywami z marynaty. Do maczania do wyboru był sos słodki chili oraz sos limonka z kolendrą. Ależ to było ostre, a jednocześnie pyszne. Mieszanka aromatów zachęcała do chrupania warzyw. Plusem, o którym muszę wspomnieć jest to, że oprócz makaronu - który wymaga chwili, żeby się ugotować - nie musimy w upalny dzień stać przy gorących garnkach.
Dla zrównoważenia ostrego obiadu zdjęcie jest niezbyt ostre ;)
Tagi:
chili,
czosnek,
ketjap manis,
kolendra,
kukurydza,
limonka,
makaron,
marchewka,
marynata,
mięta,
obiad,
papier ryżowy,
przekąska,
rzodkiewka,
szczypiorek,
tymianek
niedziela, 4 sierpnia 2013
Calafiornia dreaming :)
Pewien dorodny kalafior przykuł ostatnio moją uwagę na straganie. Wyróżniał się, był idealny. Do domu wróciliśmy razem ;)
Postanowiliśmy spędzić trochę czasu w kuchni, wspólnie gotując. Tu dla kalafiora zaczęła się prawdziwa przygoda. Rozdrobniony na mniejsze cząstki zażył sauny w parowarze. Zmiękł i dał się rozdrobnić kulą do ciasta na całkiem małe kawałeczki. Dla rozrywki dostał przyprawy i towarzystwo. Przyprawy to sól, pieprz, zielona czubrica, kurkuma, sos sojowy i świeże listki oregano. Towarzyszami tej przygody była drobno pokrojona kula mozzarelli, jajko, czosnek, otręby i mąka. Dla lepszego zmiksowania w imprezie udział wzięła oliwa z oliwek.
Kolejny etap - relaks na gorących piaskach, tfu- papierze do pieczenia. Blacha wyłożona papierem pokryta została płasko kalafiorową masą. Stylizacja się jednak nie skończyła - wizualne efekty wyczarowały plastry kiełbasy chorizo, kontrastowo przykryte kawałkami kolejnej porcji mozzarelli. Całość posypana posiekaną cebulą, pokrojonymi czarnymi oliwkami i przyprawiona kolendrą. Brzuch piekarnika gościnnie i ciepło zaopiekował się całością przez jakieś trzydzieści minut. Po takich atrakcjach kalafior musiał odsapnąć posypany szczypiorem i natką pietruszki. Wrócił do mnie odmieniony, pyszny i piękny. Stylizacja się udała :)
Postanowiliśmy spędzić trochę czasu w kuchni, wspólnie gotując. Tu dla kalafiora zaczęła się prawdziwa przygoda. Rozdrobniony na mniejsze cząstki zażył sauny w parowarze. Zmiękł i dał się rozdrobnić kulą do ciasta na całkiem małe kawałeczki. Dla rozrywki dostał przyprawy i towarzystwo. Przyprawy to sól, pieprz, zielona czubrica, kurkuma, sos sojowy i świeże listki oregano. Towarzyszami tej przygody była drobno pokrojona kula mozzarelli, jajko, czosnek, otręby i mąka. Dla lepszego zmiksowania w imprezie udział wzięła oliwa z oliwek.
Kolejny etap - relaks na gorących piaskach, tfu- papierze do pieczenia. Blacha wyłożona papierem pokryta została płasko kalafiorową masą. Stylizacja się jednak nie skończyła - wizualne efekty wyczarowały plastry kiełbasy chorizo, kontrastowo przykryte kawałkami kolejnej porcji mozzarelli. Całość posypana posiekaną cebulą, pokrojonymi czarnymi oliwkami i przyprawiona kolendrą. Brzuch piekarnika gościnnie i ciepło zaopiekował się całością przez jakieś trzydzieści minut. Po takich atrakcjach kalafior musiał odsapnąć posypany szczypiorem i natką pietruszki. Wrócił do mnie odmieniony, pyszny i piękny. Stylizacja się udała :)
Tagi:
chili,
chorizo,
czosnek,
graham,
jajka,
kalafior,
ketjap manis,
kolendra,
mozzarella,
obiad,
oliwa,
oliwki,
oregano,
orkisz,
otręby,
przekąska,
szczypiorek,
zapiekanka
sobota, 3 sierpnia 2013
Skandaliczne gołąbki z bakłażana z chili :)
Skandal, skandal! - zakrzykną w duchu obrońcy klasyki :) Gołąbki to gołąbki, tu trzeba kapusty, potrzebny jest ryż. Nic z tego, bo dziś serwuję Wam zupełnie inną postać gołąbków.
Przy okazji jest to danie jarskie, więc na próżno wypatrywać w nich chociaż odrobiny mielonego mięsa. Cóż to zatem za cudaki? :)
Bakłażana kroimy w podłużne plastry, które solimy i odstawiamy na chwilę. Cukinię kroimy w cieniutkie plasterki i w ten sam sposób kroimy jedną średnią cebulę.
Gotujemy kaszę orkiszową, a kiedy już się ugotuje i lekko ostygnie mieszamy ją z serem feta, czerwonym pesto, zielonym groszkiem i drobno posiekaną papryczką chili bez pestek. Przyprawiamy do smaku.
W tym czasie grillujemy warzywa. Z cukinii powinny powstać delikatne płatki, które stracą swoją okrągłą formę. Najlepiej grillować je na płaskiej powierzchni, bo z grillowej siatki trudno je zdjąć. Możecie też grillować grubsze plastry, np. około pół centymetrowe.
Kiedy bakłażan jest już gotowy, każdy plaster smarujemy z jeden strony oliwką z czosnkiem i układamy jedne na drugim, aby wszystkie były lekko natłuszczone.
Za chwilę zabieramy jeden plaster i na jego szerszym końcu układamy łyżkę kaszy i zawijamy. Z jednego dorodnego bakłażana powinniśmy otrzymać około ośmiu gołąbków :)
Układamy je na talerzach, dekorując cukinią i cebulą. Ponieważ są dosyć ostre, podajmy je z paroma listkami sałat bez dodatkowych ostrych sosów. Całe danie możemy skropić delikatnie sokiem z limonki.
Oberżyna to świetny schowek na różnego rodzaju farsze, a do tego grillowana pięknie się roluje :) No i bardzo lubi czosnek. Do tego dania dobrym dopełnieniem byłby jeszcze kawałek pomarańczy, niestety z powodu upałów priorytetem było wyciskanie soku z cytrusów. Może następnym razem dodam taki akcent.
Przy okazji jest to danie jarskie, więc na próżno wypatrywać w nich chociaż odrobiny mielonego mięsa. Cóż to zatem za cudaki? :)
Bakłażana kroimy w podłużne plastry, które solimy i odstawiamy na chwilę. Cukinię kroimy w cieniutkie plasterki i w ten sam sposób kroimy jedną średnią cebulę.
Gotujemy kaszę orkiszową, a kiedy już się ugotuje i lekko ostygnie mieszamy ją z serem feta, czerwonym pesto, zielonym groszkiem i drobno posiekaną papryczką chili bez pestek. Przyprawiamy do smaku.
W tym czasie grillujemy warzywa. Z cukinii powinny powstać delikatne płatki, które stracą swoją okrągłą formę. Najlepiej grillować je na płaskiej powierzchni, bo z grillowej siatki trudno je zdjąć. Możecie też grillować grubsze plastry, np. około pół centymetrowe.
Kiedy bakłażan jest już gotowy, każdy plaster smarujemy z jeden strony oliwką z czosnkiem i układamy jedne na drugim, aby wszystkie były lekko natłuszczone.
Za chwilę zabieramy jeden plaster i na jego szerszym końcu układamy łyżkę kaszy i zawijamy. Z jednego dorodnego bakłażana powinniśmy otrzymać około ośmiu gołąbków :)
Układamy je na talerzach, dekorując cukinią i cebulą. Ponieważ są dosyć ostre, podajmy je z paroma listkami sałat bez dodatkowych ostrych sosów. Całe danie możemy skropić delikatnie sokiem z limonki.
Oberżyna to świetny schowek na różnego rodzaju farsze, a do tego grillowana pięknie się roluje :) No i bardzo lubi czosnek. Do tego dania dobrym dopełnieniem byłby jeszcze kawałek pomarańczy, niestety z powodu upałów priorytetem było wyciskanie soku z cytrusów. Może następnym razem dodam taki akcent.
wtorek, 25 czerwca 2013
Lekka tarta z tofu i papryką
W upalne dni wydaje się, że wszystko co gotujemy powinno być leciutkie, pasujące do letniej pogody. Zawiesiste sosy i smażone mięsa nie komponują się dobrze z upałem. Szczególnie jeśli mają być spożyte na powietrzu, w tym przypadku na pikniku.
Piknikowa tarta jest oczywiście na spodzie z mąki graham, z olejem kokosowym i odrobiną przypraw. Do wypełnienia posłużyło mi tofu, tym razem nie wędzone, ale jego bardzo miękka i delikatna wersja, dająca się rozkruszać na drobne kawałeczki, przypominające w wyglądzie jajecznicę. Tofu zostało podsmażone na odrobinie wędzonego boczku, bardzo drobno pokrojonego. Przyprawiałam dużą ilością świeżych ziół. Nie zabrakło więc oregano, tymianku, kolendry. Dla ładniejszego koloru i dla zdrowia dodałam pół łyżeczki kurkumy. Ostudzone tofu wymieszałam z odrobiną jogurtu naturalnego i jajkiem. Tak przygotowaną masę wyłożyłam na podpieczony spód. Posypałam pokrojoną w kostkę czerwoną papryką i doprawiłam czarnuszką.
Po dwudziestu minutach tarta była gotowa i mogła odsapnąć przez noc do następnego dnia, kiedy to została wywieziona w "teren zielony" i zjedzona z pyszną surówką i sosem chilli.
Różowe wino świetnie sprawdziło się jako dodatek, w końcu danie było lekkie, więc wino nie mogło go zdominować.
Jedno jest pewne - uwielbiam pikniki :)
Tagi:
chili,
czarnuszka,
graham,
jogurt naturalny,
kolendra,
kurkuma,
obiad,
olej kokosowy,
orkisz,
papryka,
piknik,
przekąska,
tarta,
tofu,
wycieczka
środa, 12 czerwca 2013
Słodkie piekło :)
Batat, patat, słodki ziemniak, wilec ziemniaczany - to moje drugie podejście do tego warzywa. Dopiero drugie, bo jego smak w jakiś dziwny sposób kojarzy mi się z bobofrutami wystanymi przez mamę w kolejkach w tych ciężkich, topornych czasach :) Bobofruty bardzo lubiłam, tylko one mi się kojarzyły tylko i wyłącznie z owocami. A tu taki niby ziemniaczek, kolorek taki podejrzany, smak jeszcze bardziej, nie do końca jestem przekonana. Ale przekora każe próbować. I pomysł zacny w głowie się narodził. Cóż więc robić, czas się zabierać za zapiekanką.
Udka z kurczaka drobno pokrojone marynuję w soku z limonki, kolendrze, chili, czosnku, soli i pieprzu. Batata obieram. Dołącza do niego kilka ziemniaków klasycznych :) dwie duże marchewki i dwa młodziutkie pory. Korzenie kroję w plasterki, marchew w poprzeczne. Układam plastry w parowarze i gotuję pięć minut.
Na patelni na oleju kokosowym szklę pora posiekanego w cieniutkie plasterki, dorzucam do niego zamarynowane udka. Na końcu dodaję koncentrat pomidorowy i dosładzam syropem z agawy.
Piekarnik się już nagrzewa, a ja spryskuje oliwą naczynie żaroodporne i rozkładam jak puzzle elementy zapiekanki :)
Pierwsza warstwa to bataty, które dodatkowo posypuję odrobiną soli i tymianku, na to pierwsza warstwa udek i ziemniaki, które też delikatnie posypuję solą i dodaję szczodrze tymianek. Kolejna warstwa mięsa i wieńczę dzieło prostokątami marchwi. Marchewka uwielbia czosnek, więc doprawiam ją czosnkiem i trochę dla ozdoby, a bardziej dla aromatu układam w centralnym punkcie gałązkę rozmarynu.
Żeby całość nie była za sucha, polewam wszystko delikatnie ostrą oliwą.
Zapiekanka w piekarniku spędziła tylko 25 minut. Porcje na talerzach posypałam czarnuszką i czarnym pieprzem.
O mizerii jak zawsze, nie muszę nawet wspominać :)
Udka z kurczaka drobno pokrojone marynuję w soku z limonki, kolendrze, chili, czosnku, soli i pieprzu. Batata obieram. Dołącza do niego kilka ziemniaków klasycznych :) dwie duże marchewki i dwa młodziutkie pory. Korzenie kroję w plasterki, marchew w poprzeczne. Układam plastry w parowarze i gotuję pięć minut.
Na patelni na oleju kokosowym szklę pora posiekanego w cieniutkie plasterki, dorzucam do niego zamarynowane udka. Na końcu dodaję koncentrat pomidorowy i dosładzam syropem z agawy.
Piekarnik się już nagrzewa, a ja spryskuje oliwą naczynie żaroodporne i rozkładam jak puzzle elementy zapiekanki :)
Pierwsza warstwa to bataty, które dodatkowo posypuję odrobiną soli i tymianku, na to pierwsza warstwa udek i ziemniaki, które też delikatnie posypuję solą i dodaję szczodrze tymianek. Kolejna warstwa mięsa i wieńczę dzieło prostokątami marchwi. Marchewka uwielbia czosnek, więc doprawiam ją czosnkiem i trochę dla ozdoby, a bardziej dla aromatu układam w centralnym punkcie gałązkę rozmarynu.
Żeby całość nie była za sucha, polewam wszystko delikatnie ostrą oliwą.
Zapiekanka w piekarniku spędziła tylko 25 minut. Porcje na talerzach posypałam czarnuszką i czarnym pieprzem.
O mizerii jak zawsze, nie muszę nawet wspominać :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)











