Stęskniłam się za zupą. Bardzo je lubię, ale ostatnio zupełnie nie było nam po drodze. Może to też wynikać z tego, że najbardziej lubię zupy zrobione przez moją mamę - pyszne krupniki, ogórkowe czy pieczarkowe :) Moje zupy zdecydowanie dalekie są od tradycji polsko-zupnej. Dziś mam dla Was przepis na ostrą zupę z kurczaka, której rybną wersję możecie znaleźć na blogu tu.
Przede wszystkim potrzebujemy pierś z kurczaka, np. podwójną. Umyty filet kroimy w małą kostkę, około jedno centymetrową. Marynujemy kurczaka w sambalu i bombay masali. Najlepiej, gdyby mógł postać w lodówce około godziny. Dzięki marynacie nie ma ryzyka, że będziecie mieli w zupie gumowe kawałki kurczaka. Stanie się kruchy i delikatny.
Do garnka wlewamy dwie łyżki oleju kokosowego, na którym szklimy cebulę, dodajemy do niej pokrojoną w cieniutkie plasterki marchewkę, oraz bardzo drobno posiekaną papryczkę chili. Kiedy warzywa odrobinę zmiękną wrzucamy do garnka kurczaka. Pozwólmy mu się porządnie ściąć, może nawet leciutko się zarumienić. Po chwili zalewamy całość bulionem z kurczaka, dosypujemy odrobinę bombay masali i gotujemy na małym ogniu, aż kurczak zmięknie. Dolewamy do zupy puszkę mleka kokosowego i zagotowujemy. Wspaniałym dopełnieniem zupy jest makaron gryczany.
Jest to zupa bardzo pikantna, ale wszystkie smaki są wyczuwalne. W razie, gdyby okazała się za ostra, możecie rozcieńczyć smak odrobiną mleczka kokosowego.
Nam smakowała tak bardzo, że przy stole wywiązała się mała walka ostatnie krople w garnku :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marynata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marynata. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 12 sierpnia 2013
czwartek, 8 sierpnia 2013
Ostra paczka :)
Parę lat temu zrobiłam przymiarkę do sajgonek. Coś jednak poszło nie do końca jak powinno i papier ryżowy uległ biodegradacji jeszcze przed podaniem. Nie pamiętam nawet jak wtedy je przygotowywałam, to naprawdę było dawno. W głowie pozostało, żeby nie powtarzać już prób sajgonkowania w domu :)
Ale czas mija, złe wspomnienia się zacierają, można więc zrobić kolejne podejście, chociaż jak się zaraz przekonacie, znów nie takie do końca udane. Dlatego ten post nie jest o sajgonkach, tylko o ostrych paczkach, zapakowanych w papier ryżowy :)
Wrzucam je na bloga, bo bardzo nam smakowały, więc może ktoś się skusi na takie smaki.
W składzie paczki występują: pokrojona w małe słupki marchewka, podobnie pocięte rzodkiewki, jedna papryczka chili drobno pokrojona, wypestkowana, szczypiorek, kukurydza oraz makaron. Warzywa przed zapaczkowaniem marynowały się w soku z limonki z kolendrą, tymiankiem, miętą, pieprzem, zmiażdżonymi ząbkami czosnku i odrobiną ketjap manis. Kwadratowy papier ryżowy zwilżyłam wodą i na każdy arkusz, w jego dolnej części, nałożyłam odrobinę makaronu oraz warzywa. Tylko farszu było więcej niż powinno być w sajgonce, poza tym warzywka były dość kanciate, więc zamiast ślicznych spring rolls'ów wyszły mi paczuszki :)
Podałam je z zieleniną, czyli natką pietruszki, dodatkową odrobiną szczypiorku, kiełkami z rzodkiewki oraz pozostałymi warzywami z marynaty. Do maczania do wyboru był sos słodki chili oraz sos limonka z kolendrą. Ależ to było ostre, a jednocześnie pyszne. Mieszanka aromatów zachęcała do chrupania warzyw. Plusem, o którym muszę wspomnieć jest to, że oprócz makaronu - który wymaga chwili, żeby się ugotować - nie musimy w upalny dzień stać przy gorących garnkach.
Dla zrównoważenia ostrego obiadu zdjęcie jest niezbyt ostre ;)
Ale czas mija, złe wspomnienia się zacierają, można więc zrobić kolejne podejście, chociaż jak się zaraz przekonacie, znów nie takie do końca udane. Dlatego ten post nie jest o sajgonkach, tylko o ostrych paczkach, zapakowanych w papier ryżowy :)
Wrzucam je na bloga, bo bardzo nam smakowały, więc może ktoś się skusi na takie smaki.
W składzie paczki występują: pokrojona w małe słupki marchewka, podobnie pocięte rzodkiewki, jedna papryczka chili drobno pokrojona, wypestkowana, szczypiorek, kukurydza oraz makaron. Warzywa przed zapaczkowaniem marynowały się w soku z limonki z kolendrą, tymiankiem, miętą, pieprzem, zmiażdżonymi ząbkami czosnku i odrobiną ketjap manis. Kwadratowy papier ryżowy zwilżyłam wodą i na każdy arkusz, w jego dolnej części, nałożyłam odrobinę makaronu oraz warzywa. Tylko farszu było więcej niż powinno być w sajgonce, poza tym warzywka były dość kanciate, więc zamiast ślicznych spring rolls'ów wyszły mi paczuszki :)
Podałam je z zieleniną, czyli natką pietruszki, dodatkową odrobiną szczypiorku, kiełkami z rzodkiewki oraz pozostałymi warzywami z marynaty. Do maczania do wyboru był sos słodki chili oraz sos limonka z kolendrą. Ależ to było ostre, a jednocześnie pyszne. Mieszanka aromatów zachęcała do chrupania warzyw. Plusem, o którym muszę wspomnieć jest to, że oprócz makaronu - który wymaga chwili, żeby się ugotować - nie musimy w upalny dzień stać przy gorących garnkach.
Dla zrównoważenia ostrego obiadu zdjęcie jest niezbyt ostre ;)
Tagi:
chili,
czosnek,
ketjap manis,
kolendra,
kukurydza,
limonka,
makaron,
marchewka,
marynata,
mięta,
obiad,
papier ryżowy,
przekąska,
rzodkiewka,
szczypiorek,
tymianek
niedziela, 12 maja 2013
Pierś z indyka w formie szaszłyka :)
Okres majowego grillowania podsunął mi pomysł na obiad. Szaszłyk - co prawda nie z grilla, tylko z piekarnika. Pierś z indyka była spora, została więc sprawiedliwie rozdzielona na porcje i cztery różne pomysły czekają na realizację. Sam szaszłyk okazał się obiadem na dwa dni, kiedy zamarynowane kawałki wbijane na patyk nie chciały się skończyć :) Tym bardziej, że przeplatane były dużą ilością czerwonej papryki i plasterkami cebulki. Do smaku na każdym patyczku wylądowały dwa plasterki kiełbasy.
Szaszłyk pochodzi prawdopodobnie z centralnej Azji. Na początku tak przygotowane mięso opiekało się nad ogniskiem. Dziś możemy je piec na różne sposoby, wykorzystując dostępne źródło ognia.
Potrawa, jeśli wcześniej zamarynujemy mięso, jest bardzo łatwa do zrobienia, a mimo to otrzymujemy w efekcie dość wykwintne i pięknie pachnące danie. Jego dużym plusem jest też to, że tak przygotowana pierś z indyka nie jest sucha, co może się zdarzyć np. kiedy chcemy upiec ją całą.
Danie jest poręczne do zabrania w drogę. Już myślę o tym, żeby taki szaszłyk upiec na piknik.
Patyki w dłoń :)
Szaszłyk pochodzi prawdopodobnie z centralnej Azji. Na początku tak przygotowane mięso opiekało się nad ogniskiem. Dziś możemy je piec na różne sposoby, wykorzystując dostępne źródło ognia.
Potrawa, jeśli wcześniej zamarynujemy mięso, jest bardzo łatwa do zrobienia, a mimo to otrzymujemy w efekcie dość wykwintne i pięknie pachnące danie. Jego dużym plusem jest też to, że tak przygotowana pierś z indyka nie jest sucha, co może się zdarzyć np. kiedy chcemy upiec ją całą.
Danie jest poręczne do zabrania w drogę. Już myślę o tym, żeby taki szaszłyk upiec na piknik.
Patyki w dłoń :)
piątek, 10 maja 2013
Bajkowy talerz
Zielone szparagi kuszą z każdego straganu. Trudno było by oprzeć się tym zielonym badylkom. Dziwne, że znam je od tak niedawna. Gdyby nie moja znajoma, pewnie do dziś nie wiedziałabym co tracę. Wszystko przez to, że w moim rodzinnym domu szparagów się nie jadało, więc nie bardzo wiedziałam jak się do nich zabrać. Nie chciałam zmarnować zakupu, z drugiej strony przygotowanie wydawało mi się bardzo skomplikowane.
Kiedy oswoiłam się już z nimi okazało się, że to wcale nie jest trudne. Tym bardziej, że nie gotuję ich klasycznie, tylko wrzucam do parowaru :)
Tym razem dorzuciłam do garnka kilka młodych marcheweczek dla kontrastu.
W marynacie jogurtowej z odrobiną świeżych ziół przygotowałam pokrojone w podłużne paski piersi z kurczaka. Dodatkiem do obiadu był biały ryż jaśminowy.
Kurczak w jogurcie na patelni wyglądał całkiem jak chałwa :) Nigdy wcześniej nie marynowałam tak mięsa, ale muszę przyznać, że jest to świetny sposób, szczególnie że przy szparagach nie potrzebujemy innych mocnych akcentów smakowych.W końcu to one miały grać główną rolę.
Całość na talerzu wyglądała jak obrazek z bajki :) Nie mniej jednak po zrobieniu zdjęcia obraz został naruszony sztućcami i zniknął. Nic nie szkodzi, sezon szparagowy w pełni, zdążę jeszcze skomponować kolejne obrazki :)
Kiedy oswoiłam się już z nimi okazało się, że to wcale nie jest trudne. Tym bardziej, że nie gotuję ich klasycznie, tylko wrzucam do parowaru :)
Tym razem dorzuciłam do garnka kilka młodych marcheweczek dla kontrastu.
W marynacie jogurtowej z odrobiną świeżych ziół przygotowałam pokrojone w podłużne paski piersi z kurczaka. Dodatkiem do obiadu był biały ryż jaśminowy.
Kurczak w jogurcie na patelni wyglądał całkiem jak chałwa :) Nigdy wcześniej nie marynowałam tak mięsa, ale muszę przyznać, że jest to świetny sposób, szczególnie że przy szparagach nie potrzebujemy innych mocnych akcentów smakowych.W końcu to one miały grać główną rolę.
Całość na talerzu wyglądała jak obrazek z bajki :) Nie mniej jednak po zrobieniu zdjęcia obraz został naruszony sztućcami i zniknął. Nic nie szkodzi, sezon szparagowy w pełni, zdążę jeszcze skomponować kolejne obrazki :)
sobota, 30 marca 2013
Pampuch wieczorową porą
Nie będzie wielkanocnie. Nie obchodzę tych świąt, ale cieszy mnie zawsze dłuższy weekend. Jedyne przyswajalne dla mnie świętowanie to Wigilia. Nie jestem przy tym hipokrytką, dla mnie to po prostu wspaniała okazja rozweselenia i uświątecznienia zimy za oknem. Kto by się spodziewał, że tegoroczną Wielkanoc mogłabym celebrować na przekór aurze, tak samo jak Boże Narodzenie.
Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinniśmy przyjąć zmian klimatu za constans. Tylko nie przypominam sobie przeprowadzki do innej strefy klimatycznej :)
Ku pokrzepieniu dziś na stole pampuchy drożdżowe. Kiedy je przygotowuję zawsze przypomina mi się mój dziadek. Nie był popularną osobą w naszej rodzinie, był nietuzinkowy i chyba drażniło go to, że nikt do końca go nie rozumiał. Jedno jest pewne, zamiłowanie do gotowania mamy w rodzinie po nim. To pewnie jego zasługa, że nigdy nie wydawało mi się stratą czasu gotowanie tylko dla siebie. Oczywiście - fajniej gotować dla kogoś i potem widzieć jak zajada ze smakiem. Czemu jednak samemu nie cieszyć się z pysznych dań, tym bardziej, że brak kompana jest i tak wystarczająco przygnębiający.
Dziadek, podobnie jak moja mama, brat i ja również - lubił gotować dla innych, taka cicha forma okazywania uczuć :)
Pampuchy drożdżowe wychodziły mu świetnie.
Dla mnie ciasto drożdżowe ciągle w jakimś stopniu pozostaje tajemnicą, na szczęście ta tajemnica się przede mną odkrywa.
Dziś pampuchy nie wyszły mi idealne, do zdjęcia ukryłam ich niedoskonały wygląd łaskawym pięknym sosem. A jednak to one zagrały dziś główne skrzypce. Były pyszne i syte.
Oczywiście łaskawy piękny sos nie był tylko wizualnym dodatkiem. Udka kurczaka, drobno pokrojone, zamarynowałam parę godzin temu w oliwie, balsamico i ketjap manis, pieprzu i soli. Marynata delikatna, ale bardzo fajnie nadaje kruchość udkom. Całość zmieszana na patelni z łagodnym sosem curry oraz zielonym groszkiem.
O mizerii już nie będę pisać, bo widać, że często gości na naszym stole. Wynika to z tego, że jogurt naturalny jest po prostu świetnym dodatkiem do wielu potraw. Czemu więc nie wykorzystywać tej zalety do podawania ulubionej mizerii.
Zdjęcie jak zwykle jeszcze paruje :)
Zaczynam się zastanawiać, czy nie powinniśmy przyjąć zmian klimatu za constans. Tylko nie przypominam sobie przeprowadzki do innej strefy klimatycznej :)
Ku pokrzepieniu dziś na stole pampuchy drożdżowe. Kiedy je przygotowuję zawsze przypomina mi się mój dziadek. Nie był popularną osobą w naszej rodzinie, był nietuzinkowy i chyba drażniło go to, że nikt do końca go nie rozumiał. Jedno jest pewne, zamiłowanie do gotowania mamy w rodzinie po nim. To pewnie jego zasługa, że nigdy nie wydawało mi się stratą czasu gotowanie tylko dla siebie. Oczywiście - fajniej gotować dla kogoś i potem widzieć jak zajada ze smakiem. Czemu jednak samemu nie cieszyć się z pysznych dań, tym bardziej, że brak kompana jest i tak wystarczająco przygnębiający.
Dziadek, podobnie jak moja mama, brat i ja również - lubił gotować dla innych, taka cicha forma okazywania uczuć :)
Pampuchy drożdżowe wychodziły mu świetnie.
Dla mnie ciasto drożdżowe ciągle w jakimś stopniu pozostaje tajemnicą, na szczęście ta tajemnica się przede mną odkrywa.
Dziś pampuchy nie wyszły mi idealne, do zdjęcia ukryłam ich niedoskonały wygląd łaskawym pięknym sosem. A jednak to one zagrały dziś główne skrzypce. Były pyszne i syte.
Oczywiście łaskawy piękny sos nie był tylko wizualnym dodatkiem. Udka kurczaka, drobno pokrojone, zamarynowałam parę godzin temu w oliwie, balsamico i ketjap manis, pieprzu i soli. Marynata delikatna, ale bardzo fajnie nadaje kruchość udkom. Całość zmieszana na patelni z łagodnym sosem curry oraz zielonym groszkiem.
O mizerii już nie będę pisać, bo widać, że często gości na naszym stole. Wynika to z tego, że jogurt naturalny jest po prostu świetnym dodatkiem do wielu potraw. Czemu więc nie wykorzystywać tej zalety do podawania ulubionej mizerii.
Zdjęcie jak zwykle jeszcze paruje :)
niedziela, 24 marca 2013
Niedziela z tłuczkiem? A może jednak nie :)
Słuchając cotygodniowych niedzielnych odgłosów zza ścian mojego mieszkania dochodzę do wniosku, że pozycja schabowego na niedzielnym polskim stole pozostanie niezagrożona na wieki. Czyżby to wynik potrzeby przynależności do grupy etnicznej, a może tzw tradycja niedzielna?
Mnie temat ominął już dawno temu, schabowego nie jadłam jakieś 15 lat, więc pewnie tego fenomenu nie zrozumiem. Natomiast przyznaję, że zdarza mi się spożyć kotlecik drobiowy, robiony zgodnie z zasadami sztuki schabowego. Wynika to z tego, że ktoś specjalnie dla mnie taki kotlet drobiowy robi, wiedząc, że inna opcja pozostanie na talerzu nienaruszona.
Nadal jednak nie rozumiem, skąd ta popularność. Dlatego polecam Wam dla odmiany filety z kurczaka przygotowane zupełnie inaczej.
Bo czy w gotowaniu nie chodzi o to, żeby wydobyć jak najwięcej walorów przygotowywanych potraw? Podkreślenie smaku, podbicie zapachu?
Dla mnie kotlety schabowe to zabijanie smaku mięsa panierką, tłuszczem i długim smażeniem.
A zatem jaka alternatywa?
Pierś z kurczaka umyta i zamarynowana w marynacie, którą każdy powinien zrobić wg własnych upodobań. Ja najczęściej używam odrobinę balsamico, sos imbirowy z soją, świeży rozmaryn, tymianek, czosnek, oliwę z czosnkiem i chili, oraz czerwoną czubricę i pieprz.
Tak zamarynowane mięso wkładam po prostu do naczynia żaroodpornego i piekę. Mniej roboty, mniej sprzątania, a do tego wyśmienity efekt.
Często przygotowuję w ten sposób więcej mięsa, tak żeby w tygodniu trafiło na zimno na kanapki. Pysznie smakuje z żurawiną lub chrzanem.
A wracając do naszego niedzielnego obiadu. Polecam Wam do mięsa ryż jaśminowy, tylko taki oryginalny, nie zamykany w torebkach do gotowania.
Okazuję się, że jeśli przygotujecie go dokładnie zgodnie z przepisem, wyjdzie idealny i aromatyczny.
Do obiadu użyłam czerwonego ryżu jaśminowego, urozmaicił kolor dania, do którego dodana była klasyczna mizeria.
Wszystko sprawnie podane, bez potrzeby użycia tłuczka :)
Mnie temat ominął już dawno temu, schabowego nie jadłam jakieś 15 lat, więc pewnie tego fenomenu nie zrozumiem. Natomiast przyznaję, że zdarza mi się spożyć kotlecik drobiowy, robiony zgodnie z zasadami sztuki schabowego. Wynika to z tego, że ktoś specjalnie dla mnie taki kotlet drobiowy robi, wiedząc, że inna opcja pozostanie na talerzu nienaruszona.
Nadal jednak nie rozumiem, skąd ta popularność. Dlatego polecam Wam dla odmiany filety z kurczaka przygotowane zupełnie inaczej.
Bo czy w gotowaniu nie chodzi o to, żeby wydobyć jak najwięcej walorów przygotowywanych potraw? Podkreślenie smaku, podbicie zapachu?
Dla mnie kotlety schabowe to zabijanie smaku mięsa panierką, tłuszczem i długim smażeniem.
A zatem jaka alternatywa?
Pierś z kurczaka umyta i zamarynowana w marynacie, którą każdy powinien zrobić wg własnych upodobań. Ja najczęściej używam odrobinę balsamico, sos imbirowy z soją, świeży rozmaryn, tymianek, czosnek, oliwę z czosnkiem i chili, oraz czerwoną czubricę i pieprz.
Tak zamarynowane mięso wkładam po prostu do naczynia żaroodpornego i piekę. Mniej roboty, mniej sprzątania, a do tego wyśmienity efekt.
Często przygotowuję w ten sposób więcej mięsa, tak żeby w tygodniu trafiło na zimno na kanapki. Pysznie smakuje z żurawiną lub chrzanem.
A wracając do naszego niedzielnego obiadu. Polecam Wam do mięsa ryż jaśminowy, tylko taki oryginalny, nie zamykany w torebkach do gotowania.
Okazuję się, że jeśli przygotujecie go dokładnie zgodnie z przepisem, wyjdzie idealny i aromatyczny.
Do obiadu użyłam czerwonego ryżu jaśminowego, urozmaicił kolor dania, do którego dodana była klasyczna mizeria.
Wszystko sprawnie podane, bez potrzeby użycia tłuczka :)
wtorek, 19 marca 2013
Cycki w cieście :)
Lubicie wspólne gotowanie z przyjaciółmi? Ja bardzo, tak samo jak lubię gotować dla przyjaciół. Kolejne danie na zimową aurę to cycki w cieście. Wesoło się je przygotowuje, szczególnie jak mamy pod ręką wino. Piersi z kurczaka najlepiej wcześniej zamarynować. Jak już nabiorą kruchości i smaku w marynacie czas na przygotowanie ciasta francuskiego. Oryginalnie w przepisie jest to piękna zaplatanka, ale ja dawno dałam sobie spokój z tak pieczołowitym pleceniem ciasta, bo nawet kwadrat z paroma nacięciami na brzegach daje ładny efekt końcowy i pozwala zamknąć mięso w ładną formę.
Do piersi można dodać parę dodatkowych smaczków, tym razem był ser mozzarella i ser żółty. Po upieczeniu na cieście znalazły się jeszcze usmażone na masełku pieczarki.
Do wypieków warto dodać surówkę i kolejny kieliszek wina. Pogaduszki od razu nabierają rumieńców :)
Do piersi można dodać parę dodatkowych smaczków, tym razem był ser mozzarella i ser żółty. Po upieczeniu na cieście znalazły się jeszcze usmażone na masełku pieczarki.
Do wypieków warto dodać surówkę i kolejny kieliszek wina. Pogaduszki od razu nabierają rumieńców :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






