Lato skutecznie odciągnęło mnie nie tylko od komputera, ale również od garnków. Gotowanie pozostawiam na długie jesienne wieczory. Teraz delektuję się surowizną. Dużo warzyw i owoców całkowicie wystarcza za wszystkie posiłki. Organizm wręcz jest wdzięczny, że może tak jak ja, korzystać z letniego odpoczynku.
Jest jednak coś, co chcę Wam zaproponować na te upały. Lody!
Bardzo łatwe w wykonaniu i nie potrzebna jest nam ani maszyna, ani nawet wyciąganie z zamrażarki i miksowanie. Wystarczy dobrze ubić składniki, aby od razu zamieniły się w cudownej konsystencji masę.
Potrzebujemy jedno duże opakowanie śmietany kremówki, dwa jajka sparzone wrzątkiem, świeżo przesmażone ulubione owoce, np. tak jak u mnie jagody plus świeże maliny. Zamiast cukru nie całe pół szklanki ksylitolu i dobry mikser :)
Jajka musimy dobrze wyparzyć, a następnie rozdzielić żółtka od białek. Żółtka ubijamy na kogel-mogel z ksylitolem. Białka ubijamy na sztywną pianę. Tak samo postępujemy ze śmietaną. Wszystkie trzy ubite piany mieszamy delikatnie i dodajemy do nich małymi porcjami owoce. Kiedy już wymieszamy wszystkie składniki, przekładamy do pojemnika i zamrażamy.
Po kilku godzinach mamy doskonałe lody. Myślę, że zjedzenie ich w ciągu trzech dnie nie będzie dla Was żadnym problemem. A trzeba to zrobić w związku z surowymi jajkami, których użyliśmy jako składnika.
Może nie jest to najmniej kaloryczne danie, ale lato bez lodów? To przecież niemożliwe...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bita śmietana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bita śmietana. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 3 sierpnia 2014
wtorek, 1 kwietnia 2014
Męska rzecz - tort mocny w smaku :)
Pomysł z obdarowywaniem tortami bardzo mi się spodobał :) Mam nadzieję, że obdarowywani jubilaci są równie jak ja zadowoleni z wypieku.
Dziś chcę się pochwalić wyjątkowym tortem - wymyśliłam przepis zastanawiając się jakie smaki najbardziej spodobałyby się mojemu bratu.
Czuję dumę i chwalę się przepisem, ponieważ wzbudził uśmiech na ustach wszystkich zasiadających przy stole.
W torcie połączyłam trzy nurty smakowe - orzechy, czekolada i ajerkoniak.
Zacznę od biszkoptu. Tak jak w poprzednim przepisie, który znajdziecie tutaj, objętość jaj zamieniamy dla zachowania proporcji z mililitrów na gramy. Tym razem użyłam sześciu jaj aby otrzymać 300 ml objętości, tak aby użyć sypkich składników po 150 gram.
Zamiast cukru użyłam 150 gram ksylitolu. Mąkę orkiszową zmieszałam w proporcjach 2:1 ze zmielonymi drobno orzechami włoskimi i brazylijskimi.
Jaja w całości ubiłam z ksylitolem na puszystą masę, do której wmieszałam szybko i delikatnie przesianą mąkę. Na końcu dodałam zmielone orzechy. Orzechów nie prażyłam, ani nie obierałam ze skórek. Wybrałam jasne, ładne orzechy włoskie i brazylijskie.
Biszkopt piekł się 50 minut, pierwsze 10 minut w 185 stopniach, później zmniejszyłam temperaturę do 170 stopni. Przypominam, że tortownicę z biszkoptem wstawiamy bezpośrednio na kratkę w piekarniku, nie na blachę. Upieczony biszkopt zostawiamy na chwilę w uchylonym piekarniku, a potem przenosimy go na kratkę, aby ostygł zupełnie, wtedy możemy go uwolnić z objęć tortownicy i podzielić na dwa blaty.
Na krem potrzebujemy małe opakowanie śmietany 30%. Ubijamy ją mocno, aż powstanie bita śmietana. Serek mascarpone około 400 gram ubijamy w mikserze dodając do niego dwa opakowania cukru waniliowego ( ja użyłam ekologicznego brązowego cukru waniliowego). Mikser ustawiamy na wolne obroty i do misy dodajemy pół łyżeczki kurkumy, która dodatkowo zabarwi krem na żółto. Kolejnym krokiem jest dodawanie po jednej sześciu łyżek dobrego ajerkoniaku. Kiedy wszystkie składniki się połączą na najwolniejszych obrotach łączymy masę z ubitą wcześniej śmietaną.
Do przełożenia tortu zużywamy 3/4 kremu. Potrzebne nam będą jeszcze trzy, pokrojone w grube plastry batony snickers. Kawałki batonów wkładamy do wyłożonego na biszkopt kremu na samych brzegach ciasta, tak aby stanowiły potrzymanie górnego blatu i jednocześnie były elementem ozdobnym. Możecie zużyć więcej batonów i ułożyć z nich ścisłą obręcz, jednak pozostawienie przerw między kawałkami batona znacznie ułatwia późniejsze krojenie tortu :)
Na tak przygotowanym pierwszym blacie układamy drugi blat biszkopta i smarujemy jego wierzch pozostałym kremem.
Zanim zabrałam się za przygotowanie kremu rozpuściłam w kąpieli wodnej dwie łyżki oleju kokosowego, 50 gram mlecznej i 50 gram gorzkiej czekolady. Teraz, kiedy tort jest już posmarowany kremem możemy delikatnie zalać wierzch polewą. Ja celowo pozostawiłam niepokryte polewą miejsca, aby uzyskać większy kontrast i podobieństwo do wnętrza snickersów :)
Na końcu pozostało tylko ułożyć pozostałe kawałki batonów i tort był prawie gotów. Musiał jeszcze postać w lodówce aby polewa stężała.
Tort wyglądał bardzo apetycznie, jednak miałam tremę, jak będzie smakował. Na szczęście wszystko poszło zgodnie z planem, moja intuicja nie zawiodła mnie ani trochę. Mogę polecić Wam ten przepis z całą odpowiedzialnością, a sama też pewnie powtórzę go jeszcze wielokrotnie. Sto lat Braciszku :)
niedziela, 9 marca 2014
Rok bloga - tortowa celebracja :)
Nie wiem jak to się stało, ale już rok za mną i za Piątą Porą Roku. Nie spodziewałam się, że wytrwam, a teraz wcale nie zapowiada się, bym miała przestać. Coś co zaczęłam robić z ciekawości i za namową stało się mi bardzo bliskie. Dzięki zapiskom kuchennym na blogu ciągle uczę się czegoś nowego. Być może bez tego bloga nadal piekłabym tylko ciasteczka z gotowego ciasta francuskiego, jak miało to miejsce zaledwie dwanaście miesięcy temu. A dzięki blogowi poszło jak burza. 21 marca, ze skręconym na oblodzonym chodniku kolanem siedziałam w domu i postanowiłam upiec pierwsze ciasto czekoladowe. Wyszło tak pyszne, że już nie mogłam się zatrzymać. W maju zaczęłam piec tarty - była okazja i była tarta majowa z kajmakiem. Potem rozpoczęłam sezon serników, w różnych odsłonach, smakach i kolorach. Następnie postanowiłam dowiedzieć się o co chodzi z tymi biszkoptami. I tak oto doczekaliśmy pierwszego tortu, co ciekawe, podobnie jak w przypadku pierwszej tarty, był on kajmakowy.
Potem był konkurs, urodziny i wszystko kręciło się wokół tematów tortowych :)
Postanowiłam zagłębić się mocniej w biszkopty.
Przy torcie kajmakowym, biszkopt jest z rozdzielonych jaj. W między czasie znalazłam trochę porad na temat dobrych biszkoptów i postanowiłam uprościć sobie i Wam pieczenie.
Po pierwsze jaja w całości wbijamy do naczynia z miarką. Pięć wiejskich jaj jakich użyłam to około 300 mililitrów. Możemy potraktować je na potrzeby tego przepisu jak gramy. A zatem potrzebujemy na 300 ml/gr jaj 150 gram cukru kryształu i 150 gram mąki. Zwykłej jasnej mąki. I to wszystko, czego potrzebujemy na biszkopt. Chyba, że chcemy, tak jak ja, zrobić biszkopt ciemny. Wówczas musimy w ramach 150 gram mąki zmieścić jeszcze kakao. Np. 40 gram kakao i tylko 110 gram mąki.
Jaja w całości miksujemy z cukrem na masę. Mąkę z kakao przesiewamy. Kiedy masa jest już gotowa delikatnie łączymy ją drewnianą łyżką z suchymi składnikami. Należy to zrobić szybko, ale niekoniecznie energicznie. Wiadomo, biszkopt ma być puszysty, a o tym decyduje ilość powietrza ubitego z jajkami. Kiedy mieszamy jaja z mąką nie możemy przy okazji zniszczyć napowietrzenia masy.
Piekarnik powinien być już ciepły, kiedy wstawiamy do niego formę z dobrze wyrównaną masą biszkoptową. Ja po 10 minutach zmniejszyłam temperaturę w piekarniku ze 185 stopni na 170 i tak już utrzymałam do końca pieczenia, czyli dodatkowe dwadzieścia minut.
Pod koniec pieczenia kontrolnie wbity patyczek pozostał suchy. Wyłączyłam więc gaz i uchyliłam drzwiczki piekarnika, pozostawiając ciasto do ostygnięcia. Kiedy lekko ochłonął wyjęłam go i pozostawiam na kratce do całkowitego ostygnięcia. Gdyby biszkopt lekko wyrósł na środku najlepiej po wyjęciu z tortownicy obrócić go do góry nogami. Dół jest zawsze idealnie płaski, więc nadaje się na wierzch tortu.
Biszkopt przekroiłam na dwa blaty, bazowy nasączyłam kompotem wiśniowym. Na krem użyłam śmietany 30 procentowej, dużego opakowania serka mascarpone i cukru waniliowego. Najpierw ubiłam śmietanę. Potem lekko zmiksowałam mascarpone z cukrem i małymi porcjami wmieszałam bitą śmietanę.
Białym kremem wysmarowałam pierwszy blat. Poukładałam na kremie wiśnie z kompotu i przykryłam je kolejną warstwą kremu, którą wyrównałam szpatułą a następnie położyłam drugi blat. Pozostały krem nałożyłam na wierzch i boki tortu i rozsmarowałam na tyle równo, na ile tylko mi się udało.
Wierzch przyozdobiłam paroma wiśniami i wstawiłam tort do lodówki.
Na koniec tylko przypomnę Wam, że do biszkoptu powinniście mieć składniki w temperaturze pokojowej. Kiedy jednak zabieracie się za krem, pamiętajcie, że i śmietana i serek mascarpone muszą być zimne. Później to już tylko pozostaje kroić i zajadać :)
Potem był konkurs, urodziny i wszystko kręciło się wokół tematów tortowych :)
Postanowiłam zagłębić się mocniej w biszkopty.
Przy torcie kajmakowym, biszkopt jest z rozdzielonych jaj. W między czasie znalazłam trochę porad na temat dobrych biszkoptów i postanowiłam uprościć sobie i Wam pieczenie.
Po pierwsze jaja w całości wbijamy do naczynia z miarką. Pięć wiejskich jaj jakich użyłam to około 300 mililitrów. Możemy potraktować je na potrzeby tego przepisu jak gramy. A zatem potrzebujemy na 300 ml/gr jaj 150 gram cukru kryształu i 150 gram mąki. Zwykłej jasnej mąki. I to wszystko, czego potrzebujemy na biszkopt. Chyba, że chcemy, tak jak ja, zrobić biszkopt ciemny. Wówczas musimy w ramach 150 gram mąki zmieścić jeszcze kakao. Np. 40 gram kakao i tylko 110 gram mąki.
Jaja w całości miksujemy z cukrem na masę. Mąkę z kakao przesiewamy. Kiedy masa jest już gotowa delikatnie łączymy ją drewnianą łyżką z suchymi składnikami. Należy to zrobić szybko, ale niekoniecznie energicznie. Wiadomo, biszkopt ma być puszysty, a o tym decyduje ilość powietrza ubitego z jajkami. Kiedy mieszamy jaja z mąką nie możemy przy okazji zniszczyć napowietrzenia masy.
Piekarnik powinien być już ciepły, kiedy wstawiamy do niego formę z dobrze wyrównaną masą biszkoptową. Ja po 10 minutach zmniejszyłam temperaturę w piekarniku ze 185 stopni na 170 i tak już utrzymałam do końca pieczenia, czyli dodatkowe dwadzieścia minut.
Pod koniec pieczenia kontrolnie wbity patyczek pozostał suchy. Wyłączyłam więc gaz i uchyliłam drzwiczki piekarnika, pozostawiając ciasto do ostygnięcia. Kiedy lekko ochłonął wyjęłam go i pozostawiam na kratce do całkowitego ostygnięcia. Gdyby biszkopt lekko wyrósł na środku najlepiej po wyjęciu z tortownicy obrócić go do góry nogami. Dół jest zawsze idealnie płaski, więc nadaje się na wierzch tortu.
Biszkopt przekroiłam na dwa blaty, bazowy nasączyłam kompotem wiśniowym. Na krem użyłam śmietany 30 procentowej, dużego opakowania serka mascarpone i cukru waniliowego. Najpierw ubiłam śmietanę. Potem lekko zmiksowałam mascarpone z cukrem i małymi porcjami wmieszałam bitą śmietanę.
Białym kremem wysmarowałam pierwszy blat. Poukładałam na kremie wiśnie z kompotu i przykryłam je kolejną warstwą kremu, którą wyrównałam szpatułą a następnie położyłam drugi blat. Pozostały krem nałożyłam na wierzch i boki tortu i rozsmarowałam na tyle równo, na ile tylko mi się udało.
Wierzch przyozdobiłam paroma wiśniami i wstawiłam tort do lodówki.
Na koniec tylko przypomnę Wam, że do biszkoptu powinniście mieć składniki w temperaturze pokojowej. Kiedy jednak zabieracie się za krem, pamiętajcie, że i śmietana i serek mascarpone muszą być zimne. Później to już tylko pozostaje kroić i zajadać :)
piątek, 21 lutego 2014
Omlet, który kradnie serca :)
Moją miłość do omletów zna każdy, kto zna mnie lub czyta tego bloga. Omlety to dla mnie dania wyjątkowe, niezawodne i dobre na każdą okazję :) Najczęściej w weekendy stają się śniadaniem do łóżka, po którym kanciaste kontury życia stają się łagodne jak śmietankowe chmury.
Dziś jednak przepis na omlet, który nie tylko pozwoli Wam spojrzeć przez różowe okulary. Ten omlet zabierze Was do nieba :)
Podróż do nieba zaczynamy od przygotowania dodatków, bo to w nich tkwi cała siła napędowa.
Śmietankę 36 procentową ubijamy wraz z cukrem waniliowym. Ananasa obieramy i kroimy na małe kawałki. Mam to szczęście, że pomaga mi w tym niezawodny korkociąg do ananasów, który sam wykonuje to właściwie jednym ruchem. Przygotowujemy dwie łyżeczki kakao i małe siteczko oraz syrop daktylowy.
Na talerzach rysujemy syropem kratkę i zabieramy się za omleta.
Trzy jajka, łyżka otrębów, trzy łyżki mąki, szczypta soli, łyżeczka cukru waniliowego i pół szklanki mleka miksujemy dokładnie, aż pojawią się bąbelki powietrza.
Na patelni rozgrzewamy pół łyżeczki oleju kokosowego i smażymy omlet.
Kiedy jest gotów dzielimy go na dwie części i układamy na daktylowej kratce. Na omlecie rozkładamy kawałeczki ananasa i pokrywamy je bitą śmietaną. Teraz wystarczy oprószyć całość kakao i gotowe. To jest nieziemsko pyszne śniadanie. Mam nadzieję, że macie czas, żeby nie schodzić szybko na ziemię :)
Dziś jednak przepis na omlet, który nie tylko pozwoli Wam spojrzeć przez różowe okulary. Ten omlet zabierze Was do nieba :)
Podróż do nieba zaczynamy od przygotowania dodatków, bo to w nich tkwi cała siła napędowa.
Śmietankę 36 procentową ubijamy wraz z cukrem waniliowym. Ananasa obieramy i kroimy na małe kawałki. Mam to szczęście, że pomaga mi w tym niezawodny korkociąg do ananasów, który sam wykonuje to właściwie jednym ruchem. Przygotowujemy dwie łyżeczki kakao i małe siteczko oraz syrop daktylowy.
Na talerzach rysujemy syropem kratkę i zabieramy się za omleta.
Trzy jajka, łyżka otrębów, trzy łyżki mąki, szczypta soli, łyżeczka cukru waniliowego i pół szklanki mleka miksujemy dokładnie, aż pojawią się bąbelki powietrza.
Na patelni rozgrzewamy pół łyżeczki oleju kokosowego i smażymy omlet.
Kiedy jest gotów dzielimy go na dwie części i układamy na daktylowej kratce. Na omlecie rozkładamy kawałeczki ananasa i pokrywamy je bitą śmietaną. Teraz wystarczy oprószyć całość kakao i gotowe. To jest nieziemsko pyszne śniadanie. Mam nadzieję, że macie czas, żeby nie schodzić szybko na ziemię :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)




