Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oliwki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 lipca 2014

Tarta z innej mąki i botwinka :)

Kolejny eksperyment kuchenny dotyczy mąki z konopi. Wypróbowałam już mąkę migdałową i mąkę kokosową, jako podstawę wypieków wszelakich używam mąki orkiszowej. Tym razem padło na konopie. Przede wszystkim zmielone ziarna konopi nie mają właściwości klasycznej mąki, więc aby coś z nich upiec, należy użyć mieszanki z inną mąką. Do tarty użyłam więc jednej szklanki razowej mąki orkiszowej wymieszanej z połową szklanki mąki "konopnej". Kolor ciasta jest zaskakujący, kiedy je wyrabiamy nagle okazuje się, że trzymamy w dłoniach kulę błota :) To chyba najlepsze porównanie dla ciemnozielonego ciasta. Jest ono jednak wyjątkowo miękkiej konsystencji i po upieczeniu wyróżnia je nadzwyczajna kruchość, czyli jeśli chodzi o tartę - mąka "konopna" zdaje egzamin wyśmienicie. Aby ciasto było jeszcze bardziej aromatyczne, wmieszałam w nie łyżeczkę czarnuszki.
Niewątpliwie jednak bardziej pasują tutaj wytrawne dodatki. Dlatego ten przepis to pomysł na obiad.
Jako wypełnienie posłużyła botwina, młodziutka cebulka, czarne oliwki i mozzarella zalane jogurtem naturalnym zmiksowanym z jajem, serem feta i przyprawami.
Jest to bardzo oryginalny w smaku obiad i nie będzie smakował każdemu. Dla tych, którzy nie lubią odchodzić za daleko od klasycznych smaków może być trudno przełamać się do tego dania. Dla mnie eksperyment ten był wyjątkowo udany. Aromat i kruchość ciasta zaskoczyły mnie mile, nie wspominając już o botwince, na którą jest taki krótki sezon  :)




niedziela, 4 sierpnia 2013

Calafiornia dreaming :)

Pewien dorodny kalafior przykuł ostatnio moją uwagę na straganie. Wyróżniał się, był idealny. Do domu  wróciliśmy razem ;)
Postanowiliśmy spędzić trochę czasu w kuchni, wspólnie gotując. Tu dla kalafiora zaczęła się prawdziwa przygoda. Rozdrobniony na mniejsze cząstki zażył sauny w parowarze. Zmiękł i dał się rozdrobnić kulą do ciasta na całkiem małe kawałeczki. Dla rozrywki dostał przyprawy i towarzystwo. Przyprawy to sól, pieprz, zielona czubrica, kurkuma, sos sojowy i świeże listki oregano. Towarzyszami tej przygody była drobno pokrojona kula mozzarelli, jajko, czosnek,  otręby i mąka. Dla lepszego zmiksowania w imprezie udział wzięła oliwa z oliwek.
Kolejny etap  - relaks na gorących piaskach, tfu- papierze do pieczenia. Blacha wyłożona papierem pokryta została płasko kalafiorową masą. Stylizacja się jednak nie skończyła - wizualne efekty wyczarowały plastry kiełbasy chorizo, kontrastowo przykryte kawałkami kolejnej porcji mozzarelli. Całość posypana posiekaną cebulą, pokrojonymi czarnymi oliwkami i przyprawiona kolendrą. Brzuch piekarnika gościnnie i ciepło zaopiekował się całością przez jakieś trzydzieści minut. Po takich atrakcjach kalafior musiał odsapnąć posypany szczypiorem i natką pietruszki. Wrócił do mnie odmieniony, pyszny i piękny. Stylizacja się udała :)






poniedziałek, 15 lipca 2013

Muffiny ziołowe - śniadaniowe

Jak zawsze w weekendy śniadanie musi być wyjątkowe. W sobotę było wyjątkowe bo zamiast śniadania był sernik, ale w niedzielę takiej destrukcji dietetycznej nie powtórzyłam.
Jednak też było smacznie i nawet nie na słodko :)
Po wielu trudnych doświadczeniach z sylikonowymi foremkami do muffinków, z dziwnym wzorem na spodzie, postanowiłam wreszcie zakupić klasyczne formy metalowe. Nowy nabytek dotarł w piątek do domu, ale dopiero w niedzielę przyszedł czas na jego wypróbowanie.
Postanowiłam upiec muffiny wytrawne, podglądałam parę przykładów na blogach i połączyłam oba testy w jeden eksperyment.
Do mąki dodałam otręby, ziarna słonecznika, kawałek pokruszonej fety, drobno pokrojone czarne oliwki, świeżo zerwaną garść liści oregano i tymianku, mleko i ostrą oliwę chilli oraz dwa jajka. Wymieszałam wszystkie składniki szybko i wyłożyłam do foremek. Piekarnik już się rozgrzewał kiedy mieszałam składniki, więc wstawiłam blaszkę na 25 minut do pieczenia.
Takie wypieki to ja rozumiem, już po dziesięciu minutach w domu rozszedł się zapach ziołowy. Od razu poczułam, że już najwyższy czas na śniadanie.
Podczas kiedy babeczki studziły się na kratce, pokroiłam pomidora, posypałam go posiekanym szczypiorem i przyprawiłam do smaku. Dla ładniejszej kompozycji dołożyłam jeszcze pokrojoną rzodkiewkę. Na talerz trafiły dwie muffinki, tylko w wersji dla Głodomorka zostały jeszcze przystrojone jego ulubionym ostatnio sosem czosnkowym (nic nie poradzę, lubi to je :))
Na drugie śniadanie zjedliśmy jeszcze po muffinie już na zimno, też bardzo fajnie smakowały. Jedno co mogę już dziś powiedzieć, to że następne będę piekła z zielonymi oliwkami, bo jako dodatek do ciasta dadzą intensywniejszy smak, który świetnie się nadaje do tego zestawienia. Muszę też wypróbować inne przyprawy.
Cieszę się, że wreszcie mam w czym piec muffinki, bo to kolejny wypiek, którego wariacji jest nieskończona ilość. Gdyby tylko mógł znów być weekend :)



niedziela, 26 maja 2013

Jak dwie połówki...... omleta?


Na niedzielne śniadanie często przygotowuję omlety. Tak było też i tym razem. Padło na wydanie na słono. Chociaż w efekcie powinnam napisać, że na żółto. A to wszystko za sprawą kurkumy, której używam ostatnio sporo. Znając jednak jej zdrowotne właściwości dodaję ją wszędzie, gdzie pasuje :)
Tak więc ciasto na omleta zabarwiło się pięknie dzięki kurkumie.
Ale dziś omlet był wyjątkowy. Wyjątkowy, ponieważ każda połówka została podana z innymi dodatkami, zależnie od naszych upodobań. Na mojej panował zielony nieład, za sprawą sporej ilości szparagów obłożonych mozzarellą. Druga połówka w tym czasie smażyła się z plasterkami salami również przykrytymi białymi plasterkami sera.
Na talerzach obie zostały posypane czarnymi oliwkami i szczypiorkiem, ale na moje szparagi trafił tuńczyk, na połówkę z salami trafiły jeszcze plastry pomidora.
Jeden omlet, jedno śniadanie, a całkiem różne smaki na talerzu, mimo, że tak wiele wspólnych elementów.
Ten omlet wydał mi się symbolem tego co w nas takie samo i tego co nas różni. A mimo to jesteśmy jedną całością w dwóch wydaniach :) 
Filozofowanie przy omlecie w niedzielny poranek przynosi czasem ciekawe przemyślenia.
A po takim śniadaniu najlepiej napić się wspólnie pysznej kawy, do której cudownie pasuje nasze ulubione czekoladowe ciasto.

PS - obraz poniżej nie jest jednym zdjęciem, bo Głodomorek nie zjadłby pewnie niczego co leżało tak blisko tuńczyka :)




piątek, 24 maja 2013

Big mess - czyli drożdżowych przygód ciąg dalszy

W planach nie było żadnej pizzy. Aż tu nagle zdjęcie pięknego egzemplarza ze szparagami, którym kusił jeden z ulubionych lokali spowodowało, że musiałam ją zrobić.
Pęczek zielonych szparagów czekał od wczoraj i coś musiało się wydarzyć.
Dzięki wzmożonej lekturze różnych źródeł kulinarnych moja praktyczna wiedza na temat drożdży jest coraz większa i kolejne ciasta robię bardziej świadomie. Co z tego, skoro ciasto drożdżowe ma swoje kaprysy i zaskakuje mnie zawsze w inny sposób :)
Wczoraj tak jak się odgrażałam ostatnio - podstawą ciasta była mąka graham. Tym razem drożdże były pełne swoich radosnych bąbelków i obkleiły mi dłonie nieznośnie skutecznie. Miałam wrażenie, że cała kuchnia zaraz pokryje się ciastem lub mąką, którą dosypywałam obklejając pojemnik coraz ładniejszym wzorem. Na szczęście udało się zapanować nad niesfornym procesem i pięknie wyrobione ciasto mogło sobie wyrastać pod ściereczką.
W tym czasie zrobiłam szybki przegląd lodówki, znalazłam tam mozzarellę, szczypiorek, czarne oliwki i czerwone pesto - to wraz z przestudzonymi już, lekko podgotowanymi na parze szparagami stanowiło bazę pizzy.
Ponieważ ciasto wyszło bardzo delikatne nie bawiłam się już w ponowne wyrabianie i wałkowanie. Wrzuciłam wyrośniętą kulę na wyłożoną papierem do pieczenia blachę. Papier był wcześniej lekko spryskany oliwą. Rozgniotłam ciasto w prostokąt, posmarowałam pesto i wyłożyłam wszystkie pokrojone składniki.
Rozgrzany piekarnik już czekał. Uff wreszcie można usiąść i poczekać 20 minut, korzystając z aromaterapii wydobywającego się z piekarnika zapachu :)
Kiedy pizza trafiła na talerze przyozdobiłam ją pomidorem, mieszanką sałat i kiełkami rzodkiewki.
Patrząc na stojące na stole talerze trudno było uwierzyć, że stworzenie tak uporządkowanego i estetycznego "dzieła" wymaga takiego twórczego bałaganu :)



środa, 15 maja 2013

Tarrrrrrrrrrta grrrrrrrrraham plus szparrrrrrrragi i szpinak :)

Fajnie jest ciągle uczyć się czegoś nowego. Z ostatnich doświadczeń powstał nowy pomysł - tarta na spodzie graham ze szparagami i szpinakiem. Całość robiłam nie wspierając się żadnym przepisem, więc nie dodałam do ciasta nawet odrobiny pszennej mąki. Okazało się, że wcale nie jest to konieczne. Jedynie ciasto po wyjęciu z lodówki okazało się bardzo twarde, ale tylko przez chwilę. Jeszcze raz wyrobione dało się ładnie rozłożyć i wykleić formę na tartę. Masa do tarty to przesmażony na oleju kokosowym szpinak z przyprawami i czosnkiem. Kiedy ostygł wymieszałam go z zabarwionym na żółty kolor przy pomocy kurkumy - serkiem mascarpone, odrobiną jogurtu naturalnego i jajkiem i taką masą zalałam podpieczony spód. Ozdobą były zielone ugotowane na parze szparagi i pokrojone w plasterki czarne oliwki.
Zaskoczyło mnie jak ładnie wygląda to danie po upieczeniu :) Od razu ma się ochotę spróbować. Grahamkowy spód jest bardzo kruchy, a jego smak dodaje całości sznytu :)
A przy okazji zastanawiam się, czy wykładanie ciasta fasolą lub specjalnymi kulkami naprawdę jest konieczne? Piekłam już dwie tarty, każdą podpiekałam przed wylaniem masy, nie używając żadnego obciążenia, tylko robiąc w cieście dziurki widelcem. Wszystko się udało, oba ciasta chociaż z innej mąki upiekły się poprawnie i nie wyrosły. Obie tarty były potem wypieczone i kruche. A w końcu efekt jest najważniejszy :)




środa, 8 maja 2013

Pizza graham - dla konesera :)

Orkisz jest moim ulubionym zbożem. Używam kaszy orkiszowej, w ciągu tygodnia na śniadanie robię mieszankę płatków, w której składzie są płatki z orkiszu.
Jeśli mam okazję, kupuję orkiszowy chleb. Od dawna jest to też jedyna mąka jakiej używam. W związku ze wzrostem liczby działań kuchennych oraz poszerzenie ich o pieczenie ciast, ilość zużywanej mąki znacznie się zwiększyła. Częściej więc muszę uzupełniać jej zapasy. Podczas ostatnich zakupów skusiłam się na wersję graham z orkiszu.
Stała sobie spokojnie na półce, aż postanowiłam, że kolejna pizza będzie na grahamowym spodzie :)
Jeśli lubicie bułki grahamki tak jak ja, to zdecydowanie Wam takie rozwiązanie polecam.
Ciasto jest ciemniejsze, ale smakowite. Bardzo dobrze wyrosło z drożdżami i szybko się upiekło. Pizza jest bardziej syta, po jednym kawałku odpadliśmy od stołu :)
Chyba w najbliższym czasie pizza będzie u nas w wersji graham. Czas potestować na gościach :)