Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez cukru. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez cukru. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 września 2016

Jak wycisnąć brownie z jabłka

Witajcie Kochani! Wiem, że dawno mnie tu nie było i nie mogę też obiecać, że powracam z regularnymi wpisami. Jak to mówią - życie...
Na szczęście w poprzednich latach napełniłam bloga na tyle, mam nadzieje, urozmaiconymi przepisami, że macie nadal z czego korzystać. Ja, prawdę mówiąc, dokładnie tak robię - jeśli wpadam do kuchni coś ugotować, odtwarzam to co możecie znaleźć na Piątej Porze.
Ale ostatnio przyszedł mi do głowy pewien, przynajmniej dla mnie nowy sposób na wykorzystanie wyciskarki i chciałabym się dziś z Wami podzielić nowymi możliwościami, jakie odkryłam w tym prostym urządzeniu. Wydaje mi się, że w podobny sposób możecie wykorzystać zwykłą sokowirówkę. A więc do rzeczy :)





Ostatnio zaopatrzenie w pyszne jabłuszka prosto z sadu mam na takim poziomie, że postanowiłam odkurzyć wyciskarkę i wrócić do robienia soków. Podczas jednej z takich "sesji sokowych" przyglądałam się ustawionej na blacie wyciskarce. Dwa otwory odprowadzające do dwóch pojemników sok lub resztki z wycisniętych warzyw i owoców. I właśnie o tym drugim pojemniku chciałabym dzisiaj wspomnieć. Nie wiem, jak Wam, ale mi jakoś ciężko jest wyrzucać tyle pulpy owocowo warzywnej. Pomyślałam, że w niej nadal są pewne wartości odżywcze i, co najważniejsze, błonnik. Dlatego postanowiłam tę pulpę wykorzystać.



Dziś chcę Wam przedstawić jeden z pomysłów - wykorzystanie resztek po wyciśnięciu marchwi i jabłek, jako podstawy do brownie. Pysznego, mokrego brownie, które dodatkowo możecie upiec w wersji bezglutenowej, wegańskiej, lub bardziej tradycyjnej. Podam Wam zamienniki niektórych składników, dzięki którym dostosujecie ostateczny wypiek do swoich wymagań.

Podstawą jest więc pozostałość z wyciśniecia około 6 średnich marchwi i 6 średnich jabłek. U mnie to był cały duży talerz cząstek do wyciśnięcia.
Przygotujcie dwie miski, do jednej wrzucamy mokre, a do drugiej suche składniki. Do mokrych zaliczamy pulpę owocowo-warzywną, dwa jajka lub filiżankę namoczonego siemienia lnianego, dużą łyżkę oleju roślinnego, ja używam kokosowy olej extra virgin. Dobrze też dodać conajmniej pół szklanki wcześniej wyciśniętego soku lub dowolnego mleka roślinnego. Ja dodałam zarówno sok jak i mleko kokosowe. Intensywnie mieszamy całość, aż powstanie zwarta masa.
W misce na suche składniki mieszamy ze sobą: 3/4 szklanki mąki, ja użyłam ryżowej, łyżkę surowego kakao, pół łyżeczki mielonego imbiru i tyle samo cynamonu, szczyptę soli, pół szklanki erytrolu lub ksylitolu. Oczywiście można też dodać cukier lub miód. Ten ostatni oczywiście musimy dodać do mokrych składników.
Wymieszane suche składniki stopniowo wsypujemy do mokrych i mieszamy. Ciasto powinno być dość gęste, ciężkie.
Do dwóch silikonowych keksówek nakładamy łyżką ciasto, dokładnie dociskając je do formy. Ja do ciasta dodałam jeszcze drobno połamaną gorzką czekoladę, ale to opcja, bez której też ciasto będzie pyszne.


Formy wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na około 40 minut. Potem sprawdzamy patyczkiem, czy ciasto jest jeszcze mocno wilgotne. Jeśli trzeba, podpieczmy ciasto jeszcze 10 minut.
Otrzymamy bardzo syte, aromatyczne ciasto. I co najważniejsze, robiąc sok, nie marnujemy niczego :)



poniedziałek, 29 grudnia 2014

Pierniczki miodowe

Obiecałam, że w tym roku pojawi się przepis na pierniczki bez dodatku cukru. Miał być przed świętami, ale niestety czasu zabrakło.
Jednak drugi dzień świąt to idealny moment, żeby rozruszać szare komórki i stawy :)
Poza tym po świętach też chcemy zjeść coś pysznego i zdrowego.
Wersja dla mniej wymagających, czyli pierniczki w wersji minimal, bez ozdób, lukrów, cukrów.
Do misy malaksera wsypujemy dwie szklanki mąki razowej orkiszowej, łyżeczkę mielonego imbiru, pół łyżeczki mielonych goździków, podobnie kardamonu i łyżeczkę cynamonu oraz szczyptę soli. Z suchych składników dodajemy jeszcze płaską łyżeczkę sody. Mieszamy wszystko i dodajemy 100 gram miękkiego masła, które należy wmieszać pulsacyjnie. Do grudek mąki z masłem dolewamy pół szklanki dobrego, płynnego miodu i znów mieszamy. Na końcu dodajemy całe jajo. Ciasto jest miękkie i klejące. Przełożyłam je łyżką do miseczki i na chwilę odłożyłam do zamrażalnika. W tym czasie rozgrzewam piekarnik do 180 stopni i wykładam blachę papierem do pieczenia.
Lekko schłodzone ciasto dozuję łyżką robiąc na dłoni kuleczkę, którą rozpłaszczam na papierze. Pamiętam, aby między pierniczkami zrobić przerwy, ponieważ trochę urosną.
Blacha z pierwszą partią trafia do piekarnika. Pierniczki powinny pozostać w piekarniku około 10 do 12 minut. Po tym czasie delikatnie odkładamy je na kratkę do ostygnięcia.
Mimo, że nie są to tradycyjne wycinanki ozdobione lukrem, pachną i smakują wyśmienicie. Jeśli chcecie je koniecznie rozwałkowywać i wycinać, pozostawcie je na pół godziny w lodówce.
Pierniczki, mimo że nie zostały dosłodzone cukrem, są wystarczająco słodkie, mocno daje się w nich wyczuć korzenne przyprawy. Rewelacyjnie smakowałyby oblane gorzką czekoladą. Niestety nie został już ani jeden :)





wtorek, 23 grudnia 2014

Krem chałwowo-orzechowy, z którym łatwiej przetrwać do wiosny :)

Dzisiejszy wpis to przede wszystkim moje życzenia dla Was. Chciałabym życzyć każdemu, kto zajrzał tu dziś łaskawym okiem, żeby nie tylko w Święta Bożego Narodzenia, ale również w całym nadchodzącym roku przeżył wiele spokojnych, cudownych chwil. Chciałabym abyśmy znaleźli czas na przystanięcie w pędzie codzienności i spojrzeli na piękno, które nas otacza każdego dnia.
Piszę te słowa, a za oknem widzę szarość i deszcz mocno dzwoni w parapet. I myślę sobie, że w tym dźwięku jest spokój, melodia senna. Może warto się w nią zasłuchać, ukoić rozbiegane myśli, powspominać miłe chwile, pomarzyć o czymś przyjemnym.
Jeśli znajdziecie taką chwilę rozkoszną, aby zaszyć się gdzieś i oderwać od przygotowań, to miło jest zaopatrzyć się na ten moment w łyżeczkę i słoik łakoci. Polecam coś wyjątkowo dobrego i zdrowego. Do zrobienia kremu potrzebujemy trzech składników w równych proporcjach (lub dowolnie możecie zmieniać proporcje dla smaku): do miseczki odmierzamy łyżkami pastę sezamową tahini, tyle samo łyżeczek miodu i na końcu odpowiednią ilość masła orzechowego. Wszystko dokładnie mieszamy i powstaje pyszny krem chałwowy. Przekładamy krem w małe słoiczki, po które sięgamy, kiedy tylko chcemy sobie posłodzić dzień. Krem jest świetną alternatywą dla sklepowych gotowców, w których pełno jest cukru, dziwnych tłuszczów i chemii. Zarówno masło orzechowe jak i tahini możecie zrobić sami, albo kupić ich ekologiczne wersje. Możecie też zmieniać smaki kremu poprzez zmiany proporcji składników i dodatki. Zamiast masła orzechowego możecie dodać kakao. Możecie też pokruszyć drobno gorzką czekoladę, albo dodać ulubione orzechy. A potem pozostaje już tylko delektować się smakiem i swoimi dobrymi myślami.
Wesołych Świąt!!!
P.S. słoiczki z kremem to również świetny prezent dla najbliższych, zafundujmy innym chwilę szczęścia :)





poniedziałek, 24 listopada 2014

Koktajlove

Roczniki tak jakoś od 80-ego  wzwyż mogą nie pamiętać czasów ery sprzed fastfooda. Ja oczywiście doskonale je pamiętam. Świadczy to zresztą całkiem dobrze o mojej pamięci, gdyż są to czasy dość zamierzchłe. Już wspominałam w poście o sokach (tutaj) jak to próbowała mnie mama poić sokiem z marchwi z pijalni soków, tego zdecydowanie nie lubiłam. Lubiłam za to wyprawy z rodzicami na paszteciki z barszczykiem, wyprawy do barów szybkiej obsługi, ale najbardziej kochałam wyprawy do barów mlecznych. Kochałam wszelkie naleśniki, budynie, jednak to na co czekałam to był koktajl. Do dziś koktajle uwielbiam. Lubię pestki z malin strzelające między zębami, kiedy dochodzi się do dna różowego napoju. Dziś doceniam przede wszystkim ich zdrowotne właściwości. Nie mogą to zatem być koktajle z dżemu (!), ze śmietaną, cukrem. Nic z tych rzeczy. Dziś koktajle robię sobie sama i dzięki temu mogę je traktować nie jak deser, ale jako jeden wartościowy posiłek, do tego słodki i ukochany :)
Dziś zatem polecam Wam koktajl zielony. Zielony za sprawą dojrzałego avocado. Ten tłusty owoc idealnie nadaje się na podstawę koktajlu, nawet jeśli zrobicie go na wodzie, nie poczujecie braku mleka. Ja jednak ostatnio robię koktajle na bazie mleka roślinnego, kokosowego, owsianego, czasem ryżowego. Co zatem oprócz szklanki mleka i avocado dorzucić do zielonego koktajlu? Zależnie od tego jak słodki ma być napój wrzucamy do kielicha blendera jednego lub dwa bardzo dojrzałe banany. Bardzo dojrzałe, tzn takie, których skórka jest już ciemna, jednak po jej otwarciu ukazuje się jasne, mięciutkie wnętrze. Dla smaku dosypujemy pół łyżeczki cynamonu, odrobinę imbiru, smakosze dodają jeszcze kardamon. Aby zwiększyć ilość błonnika, do kielicha trafia również łyżka ziarenek chia. Jeśli macie opory przed piciem zielonych koktajli, możecie dodać łyżkę karobu, dzięki któremu otrzymacie wspaniały napój w barwie mlecznej czekolady.
Teraz tylko znajdźmy wygodne miejsce na kanapie i podelektujmy się smakiem. Komu jeszcze szklaneczkę? :)