Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kawa. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 lipca 2017

Banana-coffee na upały

Tego lata każdy upalny dzień będzie jak paciorek na sznureczku - rzadki i cenny kamyczek. Nie mogę sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek mieliśmy tak kapryśne lato. To, że w Polsce pogoda jest w kratkę i lato może być upalne albo deszczowe nie jest niespodzianką. Ale tegoroczne zmiany w pogodzie śmiało można nazwać dramatycznymi. Bo jak zaplanować dzień, skoro budzi nas upał, w południe leje deszcz, wieczorem w kocu staramy się przetrwać szarugę jesienną?
Ale skupmy się na naszych kolorowych paciorkach. Dziś jest właśnie taki dzień, który warto nawlec na sznureczek wspomnień - jest pięknie i od rana gorąco. Urlop jeszcze przede mną, więc spędzę ten dzień w pracy. Nawet w biurze mogę jednak poczuć wakacyjny nastrój. Po prostu dziś zapraszam Was na specjalną kawę.




Czemu ta kawa jest wyjątkowa? Ze względu na skład :) Zaczynam dzień wcześniej przygotowanie składników: gotuję kawę w kafeterce i odstawiam do ostygnięcia przez noc i zamrażam banany. Rano do kielicha miksera wlewam 1/3 szklanki mleka kokosowego, wrzucam mrożonego banana i wlewam moją kawową esencję. Miksuje na wysokich obrotach, aż wszystko zamieni się w idealną pianę. Teraz w szklance mam płynne lody bananowo-kawowe. Kolejny paciorek nawleczony :) Miłego dnia...






poniedziałek, 10 czerwca 2013

Idealny dzień...

Bałtyk zawsze był dla mnie pełen magii i uroku. Uważam, że nasze morze jest jednym z najpiękniejszych jakie widziałam. Pogoda dzięki temu, że bywa kapryśna pozwala nam zobaczyć różne oblicza naszego akwenu i za to właśnie najbardziej go cenię i kocham.
Niby blisko mamy nad  to morze, niby to tylko sto kilometrów, ale jak wiadomo infrastruktura drogowa w naszym kraju zniechęci każdego do podróżowania. Gdy się już jednak zwalczy niechęć do stania w korkach można ruszyć w drogę.
Tak też postanowiliśmy zrobić w niedzielę. Bardzo miłe zaskoczenie  - nie było korków :)
A na miejscu cisza, spokój przedsezonowej plaży. Przeżycie jest boskie, leżeć na piasku i naprawdę usłyszeć szum fal, bez konieczności strzyżenie uszami i wyławiania tego ukochanego dźwięku z miliona innych towarzyszących zazwyczaj zatłoczonym kurortom.
Cud miód - leżymy i upajamy się chwilą. Woda ciepła, można się kąpać, nawet prądy morskie są dziś dla nas łaskawe :)
Po takim transcendentnym przeżyciu czas na kolejne rozkosze - ulubiona kawiarnia, w której serwują pyszną kawę w ładnym wnętrzu i w fajnym klimacie. Można porozmawiać z właścicielką, która sama piecze podawane tam pyszne ciasta. Wymienić się tajemną wiedzą kulinarną :)
Potem jeszcze spacer i ruszamy dalej - jedziemy piękną trasą ocienioną drzewami Wolińskiego Parku Narodowego - ponad 20 kilometrów podziwiania kolejnego przejawu potęgi natury.
Wycieczka kończy się przystankiem w następnej miejscowości nadmorskiej. Tu zatrzymujemy się tylko na chwilę i ruszamy na teren kutrów rybackich, żeby dać się owionąć dymom z wędzarni.
To się nazywa świeża rybka. Ilość wędzarni oszałamia trochę, ale warto przyjechać, żeby móc zjeść jeszcze ciepłą od wędzenia rybę.
Baterie naładowane, ryby kupione, czas wracać do domu. Ten dzień był idealny, zapisuję go, żeby dłużej móc pamiętać, że naprawdę się wydarzył :)









wtorek, 4 czerwca 2013

Sernik pod kajmakiem

Po raz kolejny przekonałam się, że picie kawy po godzinie 18stej może być dla mnie zgubne. Zamiast spokojnie usadowić się z książką i wyciszać pod koniec dnia, dałam się ponieść szaleństwu kulinarnemu. :)
I jak zwykle nie zajęłam się jedną rzecz, zabrałam się od razu za dwie. Ale najważniejszy był on - pierwszy własnoręcznie wykonany sernik.
Postanowiłam zrobić czekoladowy, kruchy spód. Dodanie rozpuszczonej czekolady do kruchego ciasta zawsze sprawia, że jest ono trochę twardsze, dodałam więc dużą łyżkę jogurtu naturalnego. Upieczony spód zalałam masą serową, na którą z kolei  wylałam masę kajmakową i wstawiłam do piekarnika, do dalszego pieczenia.
Po godzinie 21szej można było sfotografować "dzieło" :)
Muszę przyznać, że mam bardzo wdzięcznych modeli i robienie im zdjęć to czysta frajda, szczególnie ciasto, które wygląda tak słonecznie po burzowym dniu.
Jedyny minus, że szybko znikają i trzeba piec następne :)




niedziela, 21 kwietnia 2013

Coffee my love :)

Dostałam od przyjaciół śliczny kubek termiczny na kawę. Kiedy odstawiałam go do szafki w domu, przyjrzałam się reszcie kubków i filiżanek wszelakich i....
Czas się przyznać, jestem kawoholikiem. Wcześniej nie zauważyłam, że większość naczyń, które kupiłam  przez ostatnie parę lat ma napis. Oczywiście jedyny słuszny - Coffee :) Wcale nie przeszkadza to w przeznaczeniu kubków do zupełnie innych celów.
Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że kawa tak bardzo zdeterminowała moje widzenie świata :) Lubię kolor ciemno palonych ziaren, lubię zapach, smak i całą atmosferę, która mi się z piciem kawy kojarzy. Nie znajduję żadnych złych kawowych wspomnień. To na kawę umawiam się na mieście z dawno nie widzianą koleżanką, na kawę zapraszam znajomych, choć to przecież wymówka, bo chcę ich znowu zobaczyć. Wpadam na kawę do nich, a powód jest znów ten sam. Kawa jest spoiwem, pozytywnym dodatkiem, bez kawy nie byłoby tak łatwo.
Pamiętam dzień, kiedy moja przyjaciółka, właściwie siłą zmuszona do wypicia specjalnie dla niej przygotowanej kawy wreszcie przekonała się do tego napoju i do dziś jest jego wierną fanką. Ach, jaka to była radość :) Jak widać niepokój budzą we mnie ludzie nie lubiący żadnej wersji kawy. A przecież jej rodzajów jest chyba nieograniczona ilość.
Sama najlepiej lubię tę parzoną w kafeterce. Zaczynałam od ekspresu ciśnieniowego, ale po odkryciu kafeterek ekspres okrył się kurzem i pewnie wyląduje w piwnicy.
Kafeterki zaś na stałe zagościły w mojej kuchni, w różnych rozmiarach. Pomysł został też sprzedany większości znajomych i rodzinie, jako idea, albo jako prezent w postaci dobranej do używanej przez nich kuchenki kawiarki :)
Nawet czytanie o kawie pozwala na podróż do ciekawych zakątków, pokazuje części świata, do których być może nigdy nie dane mi będzie wybrać się osobiście.
Kawa przynosi wspomnienia miejsc, w których miałam okazję ją wypić, ludzi, których mogłam wtedy poznać, miejsca, które mogłam zwiedzić.
Mam nadzieje, że nadal będziemy nierozłączne :)
To co, chyba pora na kawę?